fbpx

Minimalizm w kuchni cz. 2 – podcast nr 8

- Brak komentarzy
minimalizm 2 - podcast

Tym razem drapię się po nosie opowiadając, dla czego minimalizm jest ważny i skąd się wziął w kursie.
Czemu ograniczenie produktów w lodówce i w szafkach zrobi dobrze Twojej głowie i kieszeni.
Po co ograniczać się w czasach, gdy masz dostęp do dóbr wszelakich.
Dla czego jest to część idei kursu OBIADOWA KRÓLOWA KUCHNI.
Jeśli jeszcze nie dołączyłaś do kursu, to zapraszam Cię do wskoczenia do niego teraz.

Sprzęt podczas tego nagrania uwziął się na mnie 🙂
Najpierw lampa postanowiła zemdleć, później telefon (dwukrotnie) przestał nagrywać, a w końcu przy wgrywaniu nagrania na You Tube ścieżki zazębiły się, więc w w momencie 34:40 min  jest przeskok i kakofonia.
Proszę o wybaczenie i wyrozumiałość.
Przy nagraniu pierwszej części podcastu o minimalizmie w kuchni miałam do czynienia z choinką, która również zemdlała, czym obudziła mnie około czwartej nad ranem. Nagranie zarejestrowane szeptem, choinka przywiązana sznurówką do kaloryfera stoi 🙂 Dowód na Insta
Tematu nie zamknęłam, pewnie wrócę jeszcze do niego.
Ciekawe, co wtedy zemdleje.
Byle nie ja 🙂
Za utrudnienia przepraszam.

Witam Was w kolejnym podcaście Minimalizm w kuchni część druga.

Najpierw się przedstawię: Monika Gastrofilka, czyli gastronom z 20-sto letnim stażem. Oczywiście nie to mnie czyni Gastrofilem, tylko miłość do gastronomii, do gotowania, karmienia i wymyślania potraw.

Czemu chcę mówić o minimalizmie?

Od poniedziałku, dziś mamy 26 grudnia 2018, czyli od Gwiazdki działa kurs "Obiadowa królowa kuchni" i w  tym kursie, minimalizm to jest coś, co wiedzie prym. Właściwie też przy nagrywaniu kursu doszłam do wniosku, że minimalizm to jest coś co w mojej kuchni gości od dawna. Mogłabym o tych przemyśleniach paplać i paplać, ale stwierdziłam, że minimalizm w kuchni jest świetnym rozwiązaniem. Może zacznę od podpunktów, bo jestem przygotowana z papierologią. 

Czemu minimalizm i co to jest?

Po co właściwie ten minimalizm?

Przede wszystkim po to, aby nadmiar rzeczy człowieka nie przytłaczał. Tak jak mówiłam w poprzednim odcinku podcastu Minimalizm w kuchni - zbyt duża ilość produktów spożywczych czy maszyn (mikserów, malakserów, blenderów) czy naczyń - powoduje że zaczynamy się w tym bałaganie gubić i w efekcie używamy, na przykład nowego sprzętu, który sprzedawca określił, że jest nam potrzebny na już, bo bez niego nie będziemy szczęśliwi. Okazuje się jednak, że czyszczenie sprzętu zajmuje więcej czasu niż on nam go zaoszczędzi, np blendując czy trąc. Może być szybciej podczas używania zwykłej tarki. Nadmiar produktów w lodówce również przytłacza, bo myślisz o ich zepsuciu i które produkty trzeba zużyć.

Minimalizm jest też zaprzeczeniem konsumpcjonizmu, ponieważ konsumpcjonizm objawia się tym, że kupujesz za dużo.

Więcej niż potrzebujesz i więcej niż Cię na to stać. Kupujesz rzeczy, które wydaje Ci się, że są niezbędne do życia i bycia szczęśliwym. Zaczynasz się w tym zatracać. Minimalizm jest odwrotnością. Dokładnie w tym miesiącu był szczyt ekologiczny w Katowicach. Dużo było o ekologii, dużo my też o tym mówimy (ja z mężem), bo mamy dzieci i jako rodzice musimy pokazać młodzieży, żeby oni to później ponieśli w świat.

Taki minimalizm, czyli zaprzeczenie konsumpcjonizmu, któremu młodzi ulegają bardzo szybko. Dla młodego pokolenia minimalizm jest ratunkiem. Wydaje mi się, że u nas się udało mądrze wykonać tę pracę, dzieci nie mają przekonania, że jest potrzebna konkretna rzecz od konkretnej marki, telefon czy komputer od konkretnej firmy. Były przez jakiś czas takie zapędy, że potrzeba było Iphona, bo tylko Iphone był uznawany za właściwy. Dotyczy to też jedzenia. Udało się w naszej lodówce i w naszym domu ograniczyć ilość produktów. O tym za chwilę.

Minimalizm to zaprzeczenie konsumpcjonizmu, nadmiaru rzeczy i jest ekologiczny i ekonomiczny. Ekologiczny, bo jeśli nie masz za dużo, to nie wyrzucasz. Jeśli nie wyrzucasz, to nie zużywasz zasobów naszej Matki Ziemi, naszej planety kochanej, która i tak ledwie zipie, ponieważ my jako człowiek, jak to w Matrixie powiedziano "pasożyt", bardzo ją eksploatujemy.

Minimalizm jest też ekonomiczny, dlatego , że nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, których nie potrzebujesz. W poprzednim odcinku mówiłam o niepotrzebnych sprzętach. Według minimalizmu prowadzę również kurs Obiadowa Królowa Kuchni. Chciałabym każdy kolejny kurs prowadzić zgodnie z tą zasadą, czyli jak najmniejsza ilość produktów w lodówce, spiżarni czy szafkach. I te cztery cele zostaną osiągnięte. Jak nie od razu, to może później. Każdy następny kurs będzie bazował na określonej liczbie składników. Postaram się też, aby się zazębiał z poprzednim kursem. Każdy kolejny kurs będzie kontynuacją i rozszerzeniem, żeby nie trzeba było nabywać setek produktów do wykonania. O tym też za chwilę. Lepiej iść według schematu, żeby być spójną.

Czym jest jeszcze minimalizm?

Dla mnie to jest uwalniacz głowy, bo nie muszę myśleć o tym ,czego mam za dużo i co będzie musiało być szybko zużyte. Żebyście nie pomyśleli, że namawiam Was do pozbywania się wszystkiego, że nie wolno Wam mieć praktycznie niczego! Niektórzy tak minimalizm postrzegają, jako pozbycie się wszystkiego łącznie z przyzwyczajeniami. To nie jest skupianie się na "niemaniu". Ja tego nie chcę. Ja chcę żebyście się skupili tylko na posiadaniu niezbędnych rzeczy, żeby nie myśleć o nich. Jak wspominałam wcześniej to zajmuje myśli. I o tym też za chwilę.

Chciałabym zaznaczyć, że nie lubię skrajności.

Niektórzy popadają ze skrajności w skrajność. Na początku muszą mieć jak najwięcej i najlepsze, nagle następuje moda na slow life. Niektórzy promotorzy slow life przeginają, pokazując, że powinniśmy mieć tylko stół i szafę, czy 5 ciuchów i jedną parę butów. Bez przesady. Ja chciałabym tylko uporządkować kuchnię, pozbyć się rzeczy, które są zbędne, zrobić porządek i uwolnić przestrzeń w głowie. Pomóc Ci poukładać różne rzeczy, których nie zauważamy podczas pędu. Znam to z doświadczenia. To, że weźmiesz kurs w Obiadowej Królowej Kuchni, gdzie jest 10 zup, 10 mięs, surówek i sałatek i one krążą wokół 57 bodajże produktów, w których już wliczony są takie produkty jak sól, cukier, olej To nie znaczy, że jeśli lubisz jakiś obiad i masz swoje ulubione produkty, to masz przestać je kupować, bo lecimy według tego przepisu. Nie! Ty wybierasz z tych przepisów, które masz w książeczce, która jest dołączona w materiałach do pobrania do kursu i według tej książeczki gotujesz, to jeśli czegoś nie lubisz i Ci nie smakuje, to tego nie robisz. Nie lubisz kapuśniaku? To zamieniasz to na coś innego. To ma Ci tylko pomóc. Do kursu jest też dołączona lista, w której wpisujesz składniki dodatkowe, czyli to czego nie ma na liście, ale tego potrzebujesz.

To ma być kurs dla Ciebie!

To uproszczenie paru rzeczy, ułatwienie zakupów. Ja to robiłam zawodowo przez 20 lat. Przez ten czas robiłam zakupy do lokali prężnie działających, gdzie przewijały się setki ludzi. W niektórych bywało, że powyżej tysiąca. I takie zaopatrzenie trzeba ogarnąć tak, żeby nie brakło niczego.

W tym kursie krążymy wokół danej ilości składników, z których wymyślamy dania. Tak robiliśmy w lokalu. Nie robiłam tego sama, miałam do tego ludzi - kierowniczki, które pomagały. W lokalu również na tym to polegało - był określony zestaw produktów i z nich się komponowało. I robiło się i słodkie i słone rzeczy. Ze śmietany robiło się bitą śmietanę do deserów czy lodów, ale również tę śmietanę się używało do szpinaku, do zup. Na tym to polegało. Na tym też polega kuchnia w domu. Nie musisz mieć 5 rodzajów jogurtów i do tego śmietany i mleka, tylko wystarczy Ci mleko i jeden jogurt, na bazie których robisz różne rzeczy - słodkie, słone, pasty śniadaniowe, desery i sosy. Chodzi o to, aby to wykorzystywać kiedy jest świeże i żeby nie dokupować niepotrzebnych rzeczy. W lokalu miałam wszystko podopinane i każda szafka była opisana, każda data ważności sprawdzona, listy temperatur na każdej lodówce były prowadzone, ale w domu miałam 5 rodzajów sosów sojowych. Nie wiem po co. Teraz używam jednego i z niego robię różne inne, w tym pikantny, słodki, słodko-pikantny, pikantno-słony. Jeden też podałam w kursie obiadowych, tak aby za dużego kursu nie robić, ponieważ i tak jest dość pojemny. 

Jestem przy punkcie 3, a mam ich 9. Mam nadzieję, że zmieszczę się w pół godziny. 

Tak samo jak nagrywałam w formie audio, nagrywałam bardzo wcześnie po 5 rano, jak wszyscy spali. Zeszły podcast nie był kręcony po to, abyście nie używali blenderów czy miskerów, mimo że je lubisz, tylko żebyście nie kupowali kolejnych niepotrzebnych. Też mi się wydawało, że potrzebuję, a później były nieużywane. Każdy z nas to ma, ponieważ ulegamy reklamom. To jest biznes. Mi jest łatwiej być minimalistką, chociaż są minimaliści i MINIMALIŚCI. Ja w ramach swojego minimalizmu, który nie jest w sposób wyuzdanie przesadzony. Mój minimalizm jest normalny, bez skrajności. Łatwiej mi, ponieważ otwierałam i zamykałam lokale. Rozstawałam się z nimi i całą ich otoczką. Musiałam sprzedawać sprzęty i nabywać kolejne. Była pełna rotacja. Widziałam jak niektóre sprzęty, które były bardzo drogie - nie były niezbędne, ale mieliśmy taką potrzebę, aby w lokalu było wszystko najlepsze. Chcieliśmy mieć to, co sobie zawsze wymarzyliśmy. Okazało się jednak, że to nie jest takie potrzebne. Czasami wystarczył sprzęt za 1/5 ceny. Czasami trzeba popełnić błąd. Ja wiem, że dużo sprzętów jest po prostu niepotrzebnych. W pierwszym podcaście opowiadałam o tym jak straciłam dom i dlaczego. Stało się tak, ponieważ otworzyliśmy jeden z lokali w dziwnym centrum handlowym, w którym nic się nie działo. Czasami są takie centra handlowe, gdzie całe centrum jest jakby zaczarowane. To niestety takie było i popłynęliśmy na tym. Straciliśmy oszczędności i musieliśmy sprzedać dom. Na początku to bardzo bolało, bo strata wszystkich oszczędności po tylu latach pracy boli. Szczególnie kiedy jest się gastronomem i sezon wypada w wakacje to ciężko wtedy wyjechać. Po za sezonem też ciężko wyjechać, ponieważ jest rok szkolny i jak ma się dzieci to też nie można wyjechać. Straciliśmy dom, oszczędności i mimo że bolało to poradziliśmy sobie z tym. Teraz mi jest łatwiej z tym. Po za tym było porę podbramkowych sytuacji życiowych, o których może kiedyś opowiem, a szanując Wasz czas nie chcę tego umieszczać w jednym długim podcaście. Byłam regularnie okradana. Jak jesteś pracodawcą, a gastronomia przyciąga dziwnych ludzi, którzy przychodzą, ponieważ nie mają pomysłu na siebie. Myślą, że w gastronomii da się wszystkiego nauczyć. Rzeczywistość jednak to wszystko weryfikuje. Dużo osób ucieka z krzykiem, bo było za dużo pracy. W gastronomii jest się okradanym bardzo regularnie. Może kiedyś nagram o tym podcast, ale nie lubię mówić o niepozytywnych rzeczach. Wspominam o tym, żeby było jasne, dlaczego jest mi łatwiej się ograniczać i pozbywać się rzeczy. 

Minimalizm to nie jest tylko 57 produktów i nie będzie więcej, ponieważ planuję kolejne kursy, takie jak Naleśnikowa Królowa Kuchni.

Podam tam receptury takie, że będzie można po nim otworzyć naleśnikarnię. Nasze lokale były przez jakiś czas takimi naleśnikarniami. Mieliśmy duże naleśnikarki, które kiedy się nagrzewały to człowiekowi pot spływał z czoła podczas robienia naleśników. Nauczyłam się robić mega naleśniki - na słodko, na słono. U mnie naleśnik króluje i podaje go często jako śniadanie i obiad . Jest syty i można tam włożyć wszystko. Może być super deserem lub super daniem śniadaniowym. Na kolacje mniej polecam, ponieważ są bardzo syte. Do tego są sałatki, sosy, więc jest to zbyt pojemne, żeby to wkładać cały temat do śniadań. W planach mam też Śniadaniową Królową Kuchni, ponieważ też do mieliśmy śniadania. Serwowaliśmy je do 12 albo 13. Mieliśmy różne rodzaje: królewskie, wiedeńskie, z naleśnikami. Chcę to połączyć i krążyć wokół tej listy, która już jest. Tylko dodać kolejne składniki i przepisy w tym kursie. Chcę też zrobić Deserową Królową Kuchni, ponieważ ważnym elementem naszego menu, którym się będę chwalić ze względu na 20 lat doświadczenia, były desery. Aż mi się oczy świecą, ponieważ to było oczko w głowie. Uwierzcie, bo były takie piękne i smaczne. Da się robić w domu, dlatego ludzie przychodzili i pytali: "Czy one są prawdziwe?". Były piękne oświetlone w witrynie. Tak, były! I da się je zrobić w domu. 

Będzie też Hamburgerowa Królowa Kuchni. Pewnie będzie też Obiadowa Królowa Kuchni level 2 i Drinkowa Królowa Kuchni, ponieważ ja (i moi znajomi mogą to potwierdzić) robię niebezpieczne drinki, w których nie czuć alkoholu. Smakują jak deser! Potem ktoś przytomnienie w dziwnej pozycji, ponieważ były takie pyszne i piło się ich dużo, a nagle siekły. Mam też pyszne nalewki, w tym jedną truskawkową, ale to opowiem Wam innym razem, bo kiedyś taką nalewką załatwiłam moją mamę. 

Minimalizm w lokalu był maksymalizmem, jeśli można tak powiedzieć.

Dawał on maksymalną wydajność produktów. To co mówiłam wcześniej o śmietanie to w naszym przypadku było bardzo ważne. To samo odnosi się do naszej domowej kuchni. Im mniej masz składników i na nich bazujesz w gotowaniu, tym są świeższe. To jest bardzo ważne, aby były świeże i niezwiędnięte, bez pleśni. Mówiłam już jaka jest niebezpieczna pleśń dla organizmu ludzkiego. Tak jak mówiłam w Zombie w lodówce, najwięcej zatruć ludzi zdarza się w domu, nie w lokalach. Nie zdajemy sobie sprawy jakie procesy odbywają się, jakie życie wewnętrzne ma nasza lodówka. Odsyłam Was do podcastu Zombie w lodówce

Im mniej produktów używasz w kuchni, tym mniej przestrzeni zajmujesz. Wiąże się z tym, że łatwiej jest schłodzić jedzenie do odpowiedniej temperatury przy mniejszej ilości rzeczy w lodówce. Musi być przestrzeń między jedzeniem. Im mniej jedzenia masz na półkach, tym większa pewność, że mole się nie zalęgną. Nie cierpię ich. Czasami nie da się przed nimi uchronić. Możesz mieć wysoki poziom higieny kuchennej, a przyniesiesz mąkę ze sklepu już z molami lub ich dzidziusiami. Mole to też bardzo duży temat, dlatego opowiem o nich kiedy indziej. 

Poza oszczędnością miejsca masz też oszczędność pieniędzy, bo nie masz, i to dosłownie, zamrożonych pieniędzy. Zarówno w jedzeniu jak i sprzętach, które są Ci zbędne. Jeśli zamrozisz pieniądze w jedzeniu typu dodatki, mrożonki, które są Ci niepotrzebne, a można je czymś zastąpić komponując z tego co masz. Czasami wydawało mi się, że powinnam mieć kilka rodzajów oliwek: czarne, zielone, nadziewane migdałami, anchois i jeszcze wiele innych. Jednak jak nie mam tych oliwek to nie tęsknie za nimi. O to mi chodzi. A te wszystkie nadziewane oliwki nie są tanie. 

Jeśli chodzi o minimalizm jest mi go łatwiej wprowadzić. Przy małych dzieciach jest trudniej - nie masz na to czasu. Po to jest ten kurs, żeby Ci to ułatwić, żebyś miała listy i z nimi ustaliła swoje życie kuchenne i zakupy. I przede wszystkim planowała. Będziesz miała więcej czasu na planowanie życie, naukę, kurs, paznokcie - na co będziesz miała ochotę. Oszczędzisz wiele energii, kiedy nie będziesz zajmować myśli tym, co zrobić z nadmiarem lub robiąc zakupy na ostatnią chwilę. Oszczędzony czas możesz wykorzystać dla siebie. Będziesz mieć pewność, że Twoje jedzenie jest zdrowe i świeże. 

Dla mnie minimalizm to błogosławieństwo.

Mi jest też łatwiej, ponieważ nie mam telewizora od kilku lat i wielu przeprowadzek. W przedostatnim wynajmowanym mieszkaniu mieliśmy telewizor, ale tak się od niego odzwyczailiśmy, że nie był nawet włączany. Dawkujemy sobie informację. W radiu w konkretnych godzinach są podawane informacje, mimo to na wielu stacjach podawane są złe informacje. Wtedy mi się robiło w żołądku coś niedobrego. Odkąd ograniczyłam takie informacje to jestem zdrowsza na głowę. Po za tym w telewizji jest dużo reklam i one wpływają na nas i na nasze zakupy. Tak jak mówiłam w zeszłym podcaście o znajomym aptekarzu, który robił zakupy do apteki oglądając dzień wcześniej reklamy (szczególnie w niedzielę) i wiedział, co ludzie będą kupowali, ponieważ będzie im się wydawało, że chorują. Tak jest ze wszystkimi potrzebami, które są nam wczytywane przez reklamy i telewizję. U nas minimalizm sam też wyniknął z powodu braku telewizora. Mimo że zastanawialiśmy się, czy fajnie by było mieć taki duży ekran na ścianie i oglądać wspólnie filmy, ale jednak jesteśmy na nie. Znajomi często mnie pytają co myślę o pewnych rzeczach, czasami polityczne, które mnie mało interesują. Jestem świadomym obywatelem i biorę udział w głosowaniu, ale tu się zdaje na mojego męża. Osobiście jak słucham wypowiedzi polityków, to mam ochotę ugryźć radio.

To się splata - brak telewizora z minimalizmem i minimalizm z brakiem telewizora. Jedno wynika z drugiego i się przeplata. To samo jest z internetem - nie oglądam portali plotkarskich i niepotrzebnych wiadomości. Robię to świadomie, po to, aby mieć więcej czasu, na przykład na ten kurs, na jego tworzenie czy kolejnych. 

Trochę chaotycznie mi to wyszło, mimo przygotowania wcześniej punktów. Może dlatego, że światło mi się posypało i nos mnie swędzi i pewnie wyglądam już jak Rudolf. 

Tym optymistycznym akcentem zakończę. Chciałabym żebyście przy pomocy tego kursu i biegnącej równolegle z tym kursem idei minimalizmu w kuchni i w życiu zyskała więcej czasu. Żebyście zwolnili trochę bieg życia. Czuję, że mam prawo tak mówić, ponieważ przez wiele czasu zapierdzielałam właśnie przez, ale i dzięki gastronomii. To, że kiedyś zapieprzałam (przepraszam za wyrażenie, ale ono idealnie tutaj pasuje), to teraz wszystko zajmuje mi 1/10 czasu. Żeby zrobić 1500 rzeczy, musiałam drugie 1500 rzeczy odpuścić, żeby mieć czas na te najważniejsze. I to zostało z gastronomii i prowadzenia lokali, że najważniejsze rzeczy tworzą życie. Cała reszta, która nie jest tak ważna, warto ją odpuścić.

Chciałabym zachęcić Was jeszcze raz do zerknięcia do kursu i pobrania materiałów. Trzeba się zapisać na newsletter i pobrać materiały, które przyjdą mailem. Zachęcam do działania podpunkt po podpunkcie, wysłuchania podcastu o Zombie w lodówce, wysłuchania wskazówek o robienia zakupów. Są one bardzo ważne, ponieważ podczas ich łamania wychodziłam z wózkiem o 100 zł cięższym!

Idź wedle tych podpunktów.

Jeśli przez jakiś czas, w którymś z lokali nie było mnie dłużej i kierowniczka była zajęta, gdy wracałam do tego lokalu to musiałam procedurę przejść od początku. Najpierw odgruzowania każdego kąta, każdej półki. Czasami, w którymś punkcie nie było mnie miesiąc i wpadałam tylko na chwilę, więc nie było czasu na dokładne sprawdzanie. Musiałam przejść po kolei cała procedurę od lodówek, szafek, remanentu tego co jest na stanie, przez wyrzucenie tego, co jest niepotrzebne, uszkodzone czy przeterminowane. W lokalu nie zdarzały nam się rzeczy przeterminowane, natomiast w domu tak. Czasami nie było mnie w domu przez całe wakacje. Przechodziłam każdy podpunkt po kolei. Tak jak w kursie, dlatego ten kurs tak wygląda. 

Zapraszam Cię do kolejnego podcastu, na stronę gastrofilka.pl i do kursu Obiadowa Królowa Kuchni. 

Niech moc będzie z nami, Gastrofilami! 

Pa!

Dodaj komentarz