fbpx

Minimalizm w kuchni cz. 3 – podcast nr. 9

- 2 komentarze
minimalizm 3 - podcast

Kolejny odcinek dotyczący ograniczania się w kupowaniu, posiadaniu i zagracaniu tak życia, jak i kuchni.
Mówi to gastronom z dwudziestoletnim stażem.
Wcześniejsze odcinki również dotyczyły kuchni i były częścią składową kursu OBIADOWA KRÓLOWA KUCHNI, który ma za zadanie uporządkowanie życia kuchennego, ułatwienie planowania zakupów, kupowania i ekspresowego gotowania, a przede wszystkim uwolnienie czasu, który spędzamy w niezorganizowanej i zagraconej kuchni 🙂

Jeśli wolisz czytać - transkrypt nagrania

Witam Cię. Monika Gastrofilka - gastronom z dwudziestoletnim stażem w gastronomii.

Dziś chcę Cię zaprosić na trzecią część minimalizmu, czyli "Minimalizm w kuchni".

O co chodzi?

Chodzi o to, że właściwie od półtora tygodnia jest dostępny kurs Obiadowa Królowa Kuchni na stronie gastrofilka.pl.
Jest to kurs opracowany przeze mnie i przeprowadza o osoby zapisane przez robienie porządków w kuchni, usystematyzowanie jej i uporządkowanie, pozbycie się zbędnych rzeczy, zbędnych produktów. Również zbędnych sprzętów. Mówiłam o tym w poprzednich odcinkach. W tym kursie doprowadzam uczestników do momentu, w którym ogarniemy już bałagan w kuchni, zrobimyy remanent w lodówce, w spiżarni i w szafkach, które wcześniej odgruzowaliśmy. Po tym remanencie robimy listę zakupów na 57 składników spożywczych (łącznie z cukrem, olejem, solą, pieprzem liściem laurowym).
Z tych składników gotujemy 10 czteroskładnikowych obiadów, czyli: 10 zup, 10 tanich dań drugich (w skład których wchodzą mięsa bądź nie, do tego dodatki typu ryże, kasze, ziemniaki itd.), oraz surówki i sałatki.
To wszystko jest w kursie.
Na bazie tych składników pokazuję również, jak komponować inne dodatki, które się przydają.

Na przykład hamburgery, które mieliśmy w lokalach. Pokazuję również, jak robić naleśniki. Takie syte,że spokojnie mogą być i na śniadanie i na obiad. Na kolację trochę mniej, bo są naprawdę syte, chyba że zrobi się wersję pomniejszoną.

To wszystko jest w kursie.

Zapraszam Cię do dołączenia do tego kursu, bo jest on naprawdę fajny. Dopiero się zaczął i cały czas dorzucam nowe przepisy, nowe filmy pokazujące właśnie, jak przygotowuję bez upiększania, bez cudownych garów, ponieważ minimalizm od dłuższego czasu jest czymś, co aktywnie wyznaję Więc patelnie mam, jakie mam, czyli zużyte i będę na nich gotować. I tak samo z garnkami i deskami. Jest to wszystko niepiękne, ale wychodzą na nich zajefajne potrawy, więc zapraszam Cię :--)

I przejdźmy do 3 części minimalizmu.

O czym dzisiaj chcę mówić?

W pierwszej części było o sprzętach i o reklamie, która nas gwałci mówiąc, że coś musimy mieć, bo bez tego będziemy nieszczęśliwe w kuchni i nieszczęśliwi, bo wiadomo, że nie tylko kobiety gotują i nie tylko one są w tym dobre.
W drugiej części mówiłam o jedzeniu, o tym, że sama na przykład przechodziłam przez etap wielu niezbędnych pokarmów (po kilka ich gatunków), które wydawały mi się niezbędne w kuchni (jak na przykład) o pięciu rodzajach ryżu, kasz.

Dlaczego w ogóle o tym mówię?

Dlatego, że w czasach dostatku ogólnodostępności wszystkiego w marketach, przy półkach pełnych kolorowych produktów, największym wyzwaniem jest, jak się okazuje niekupowanie.

Trzymanie się zawężonej listy tego, co nam naprawdę potrzebne. Nie kupowanie kolejnych szklanek, filiżanek, kieliszków, talerzy, waz i tak dalej. Kolejnej patelni, która nam ma usprawnić życie, ale tak naprawdę sprawia, że nie udaje nam się przekopać przez szuflady, czy szafki. I to bardzo nas zniechęca.

I właśnie dziś chciałabym poprosić Cię o opróżnienie przestrzeni wokół siebie ze zbędnych rzeczy.

U mnie zaczęło się to, gdy prowadziłam własne lokale i nie miałam zbyt dużo czasu, by "ogarnąć" własną kuchnię. Głupio to brzmi, ale faktycznie – szewc bez butów chodzi, chociaż zawsze gotowałam dzieciakom i mężowi dobrze i dużo. Zdrowo i smacznie. Ale niestety popełniałam te nadmiary i o dziwo, najszybciej poszło mi z garderobą domową w szafie. Kiedyś koleżanka stwierdziła, że ma tak, że jak ciucha nie założy przez rok, to znaczy, że już do niego nie wróci, bo jest jej zbędny. Pomyślałam, popatrzyłam na szafę, na walizki, do których wrzucałam rzeczy, które mi się jeszcze podobały i je zostawiałam (bo może jeszcze do nich wrócę).

Wyciągnęłam i stwierdziłam, że jednak już nie są takie świetne, jeżeli nawet to nie bardzo szkoda się ich pozbyć, bo wiele z nich pochodzi z tzw. secondhandu (w dodatku mama szyje i przerabia i potrafi dla przykładu zdobyć za 2 zł markowe ciuchy i jestem jej za to wdzięczna).
Przeczesałam więc zasoby szafowe i stwierdziłam, że faktycznie połowy nie potrzebuję. Popakowałam w reklamówki zaniosłam do punktu w centrum Katowic, w którym część jest rozdysponowana między bezdomnych lub potrzebujących, zwłaszcza w zimę. Warto było zanieść, bo momentalnie ktoś brał, bo przecież bezdomni nie mają gdzie wyprać ubrań.

Stwierdziłam, że to samo musi mieć zastosowanie w kuchni.

Nadmiary miałam również w lodówce. O tym mówiłam w podcaście "Zombie w lodówce", który jest trochę szokującym odcinkiem, bo mówię tam również o... zombie w lodówce. Na tym zakończę i odsyłam Cię do tego odcinka.

Wiele osób potwierdziło, że nie patrzyło w ten sposób na lodówkę. Mówiłam też o sprzętach w "Minimalizm" cz. 1 i "Minimalizm" cz. 2. O nadmiarach w spiżarni.

Dzisiaj chciałam przejść do szafek, półek i do spiżarni trochę też.

Chciałabym Cię prosić, żebyś sprawdziła/ sprawdził przydatność wszystkich produktów spożywczych, które masz w szafkach, na półkach w spiżarni pod kątem dat przydatności do spożycia. Przy czym nie wszystko przeterminowane trzeba wyrzucać, chociaż najlepiej spożyć przed terminem. Jeśli kaszy nie masz zapleśniałej czy "zamolonej", no to tak naprawdę nie jest zepsuta i wartości odżywczych też zbyt wiele nie straci. Ryż to samo, więc nie wyrzucaj.

Mole.

Jeszcze o tym chciałam słowo powiedzieć i będę to tego wracać, ponieważ jest to zmora. I ostatnio, u kogo nie jestem ze znajomych, fruwają te "francki" po kuchni. Dlatego zwracam uwagę, żeby przejrzeć artykuły pod kątem moli. One zostawiają takie małe pajęczynki pajęczynki i mogą wejść do wszystkiego. Mówiłam o tym w zeszłym odcinku minimalizmu, nie będę więcej o tym mówić, ale proszę sprawdź pod tym kątem również jedzenie

Zużyj nadmiary.

Jeśli masz pięć rodzajów ryżu, kaszy, czy makaronów (jak ja kiedyś), zużyj je i miej jeden, góra dwa rodzaje. Jeśli będziesz miała po dwa rodzaje z każdego artykułu, to już masz sześć dodatkowychproduktów  na stanie. Dobrze byłoby je zużyć i mieć po jednym rodzaju. Jeśli masz ochotę na inny, kupujesz i zużywasz. Masz ochotę na czarny z białym – kupujesz i zużywasz. Masz zawsze świeży i bez zagrożenia właśnie tym, że mole spożywcze zaprzyjaźnią się z Twoim jedzeniem.

To samo dotyczy przypraw. Też o tym mówiłam. Też miałam za dużo przypraw i nagle okazało się, że właściwie poza tym, co podaję w liście Obiadowa Królowa Kuchni, używam jeszcze maksymalnie trzech i całej reszty po prostu nie potrzebuję. Trzymam się tej niewielkiej ilości i bardzo mi to dobrze robi 🙂 To samo tyczy się to makaronów, gotowych sosów. Zużyj i staraj się nie kupować gotowców, bo zazwyczaj są one naładowane dodatkami konserwującymi (mówię o sosach). Lepiej robić swoje sosy.

W kursie Obiadowa Królowa Kuchni jest kilka sosów i podaję kolejne przepisy. Między innymi w gastroprzepisie na hamburgery sos czosnkowy. Sprawdzony, smakujący każdemu i nie psujący się. Naprawdę długo utrzymuje się w lodowce, oczywiście w szklanym opakowaniu. Odnośnik znowu jest dwa zdania wcześniej, tak że tam Cię odsyłam.

Weź kartkę, długopis i spisz produkty, których używasz na co dzień. Zrób sobie taką listę. Dobrze by było, byś wydrukowała listę remanentową również z tego kursu. Wystarczy zapisać się na newsletter, a dostęp do materiałów otrzymasz w mailu. Można je później drukować do woli, bo nie będę ograniczała dostępu do tego kursu. Będzie ogólnodostępny i na bazie tego kursu będę robiła kolejne. To będzie to taka postawa, którą należy przerobić zanim przejdzie się do zdobywania kolejnych koron. Nie tylko obiadowych, ale również hamburgerowych, deserowych, naleśnikowych itd, itd. Dużo mam pomysłów i zobaczymy, co uda mi się zrealizować. Oby, jak najwięcej 🙂

Z taką listą remanentową zobacz ile produktów masz i spróbuj utrzymać się w jej ramach.

Jeśli chodzi o obiady, bo wiadomo, że śniadania i kolacje, to już szersza lista. O tym będzie kiedy indziej. W innym podcaście, innym kursie.

Na stronie gastrofilka.pl, co poniedziałek podaję jeden gastro produkt.
Tak, jak mówiłam: był hamburger, a w najbliższy poniedziałek będzie naleśnik. To syte danie.
Przed kręceniem filmu na fanpage podaję, jaki jest potrzebny dodatkowy składnik, który trzeba dokupić do listy OBIADOWA KRÓLOWA KUCHNI. Również w newsletterze to piszę (jeśli nie zapomnę).

Wracając do listy.

Spisz produkty, których używasz i staraj się ich trzymać. I nie mówię, że muszą być te, które ja podaję w kursie. Mówię to ogólnie, jeśli chcesz zaprowadzić porządek i ład, poukładanie i systematyczność. W kuchni najlepiej trzymać się wąskiej liczby produktów, bo łatwo iść do marketu i kupić kolejny, inny rodzaj makaronu. Najlepiej jeszcze trzy gotowe sosy, przyprawy, których może użyjesz, a może nie. Jakieś pasty zagęszczone i multum gotowych rzeczy, które kupujesz spontanicznie, a później  zastanawiasz się, jak to zużyć.

Namawiam Cię do tego, aby przestawić się na niekupowanie i na krążenie wokół określonej liczby produktów (ja tak funkcjonowałam w lokalu).

Kurs wynikł ze stwierdzenia, że skoro w lokalu musieliśmy ograniczać asortyment (bo na tym to polegało, by trzymać się zawężonej ilości produktów), to w gospodarstwie domowym musi się taki system sprawdzić.
By zachować świeżość trzeba zachować odpowiednią rotację produktów czyli fifo (o tym również mówiłam w zeszłym podcaście).
Tak więc skoro sprawdzało się w lokalu i udawało z określonych produktów zrobić ileś kombinacji i te kombinacje naładowały, brzydko mówiąc, menu kolejnymi pozycjami, które zachwycały klientów, to w domu tym bardziej musi się to sprawdzić! Do domu nie przychodzą setki klientów klientów, ale tyle konsumentów, ilu członków liczy rodzina. Zazwyczaj między trzy a sześć osób. Prawda?

Po sprawdzeniu szafek, półek sprawdź również szuflady. To samo dotyczy sprzętów kuchennych. Jeśli czegoś nie używasz od dawna (tak jak mówiłam o szafie garderobianej), to po prostu pozbądź się tych rzeczy z kuchni, żeby Ci nie zagracały szuflad. Jeśli naprawdę będziesz czegoś potrzebować, to pójdziesz i weźmiesz to z miejsca przechowania. Wtedy użyjesz, ale na co dzień miej naprawdę minimalną ilość rzeczy których używasz.

Nie zagracą Ci szuflad. W tych bywają zazwyczaj jakieś resztki, okruchy, odpady, które przy gotowaniu jedzenia zawsze wpadają pomiędzy sztućce, łyżki, chochle. Wymycie takiej szuflady, to wyciągnięcie iluś kilogramów obciążających tę szufladę, czego zazwyczaj nam się nie chce. Jeśli tam będzie o połowę mniej, będzie nam o połowę łatwiej zrobić porządek.

Jeżeli masz szufladę na tzw. wszystko (ja też taką mam), to posegreguj jej zawartość. Sprawdź, czego można się pozbyć, a co Ci jest niezbędne. Karteczki, taśmę klejącą, lub długopis i coś, na czym zapisujesz listę zakupów – posegreguj, część wyrzuć, lub wynieś gdzieś, ale nie miej tego wszystkiego cały czas w szufladzie, bo to zagraca głowę. O tym będzie później.

Jeszcze raz powtórzę - nie żałuj wyrzucania niepotrzebnych rzeczy!

Niekoniecznie do śmietnika, bo część możesz powiesić w reklamówce przy śmietniku. Zawsze się komuś przyda.
Wa wiem, że w domku jednorodzinnym może być to przekazanie dóbr utrudnione. Wtedy weź tę reklamówkę do bagażnika auta i zostaw ją na osiedlowym śmietniku Na pewno się komuś przyda. Wszystko się przydaje. Wiem, bo mam śmietnik przed oknem mieszkania. Segregacja odbywa się już przed przyjazdem śmieciarki.  Wszystko się przydaje.
Jest to super sprawa, bo tak wydłużasz życie rzeczy, którą ktoś zrobił, więc czemu się do tego nie przyczynić? Trochę odbiegłam.
Dotyczy to również dodatkowych półeczek, słoików ozdobnych, o czym mówiłam w podcastach o minimalizmie. Nie żałuj wynoszenia niczego.

Ja przy tworzeniu kursu zaczęłam właśnie myśleć pod tym kątem - czego się tu jeszcze pozbyć?

Kuchnia jest funkcjonalna, gdy nie możesz już się niczego pozbyć, co jest Ci w niej niepotrzebne.

To jest naprawdę fajna zasada ogólnie dotycząca życia, wszystkich jego sfer.

Półki.
Półki w kuchni to zazwyczaj siedlisko nadmiarów. Jeśli masz piec gazowy, to jest to dodatkowo pokryte tłustą warstwą i trzeba to czyścić.

Jeżeli możesz zdjąć przyprawy z półki i schować je do szafki, by tam leżały, to zrób to. Niepotrzebne ozdoby, jakiekolwiek, bo kuszą, są ładne i mają poprawić nastrój, miękka deska, czy obrotowy stojaczek na przyprawy, to wszystko są rzeczy, które musisz usunąć.

Teraz przerwę i przejdę do przykładów.

Pracownik biurowy, nie trzyma na stanowisku pracy obrazków, wazonów, kilkunastu kwiatów ozdobnych, czy akwarium. Nie. Pracownik w biurze ma rzeczy niezbędne.

Pracownik na budowie nie zabiera do pracy książki i ulubionych papuci, a tylko kask i narzędzie pracy. Prawda? Nie robi wystawy z wszystkich wiertarek i urządzeń, jakie ma, ale trzyma je w magazynie lub warsztacie. Schowane i zabezpieczone. Nie wyciąga ich, nie zabiera „na robotę„ wszystkiego co ma, a tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Reszta czeka zapakowana i schowana.

I to ma być analogia do mikserów, blenderów, robotów, które jeśli są w szufladzie, to pół biedy (chociaż i tam przeszkadzają). Chyba, że ma się dużą kuchnię i dużo szuflad. Ale jeżeli to kuchenne wyposażenie stoi na blatach, to jest to zagracanie. Wrócę do tego.

Pracownik budowlany nie kupi lutownicy bez potrzeby (bo wydaje mu się, że być może mu się przyda). I tu nawiązuję do pierwszej części minimalizmu o maszynie do popcornu, czy waty cukrowej czy też jogurtów, która nie jest niezbędna, żeby gotować dobrze, smacznie i zdrowo. To jest taka właśnie analogia. Pracownik budowlany wyśmiałby sprzedawcę, który będzie mu reklamował kask z masażem głowy, jako niezbędnik do jego pracy. On po prostu zabije go śmiechem 🙂

Nawiązuję do takich rzeczy, jak na przykład pralka z bąbelkami, o której mówiłam w pierwszej części podcastu o minimalizmie, albo lodówka z dozownikiem wody, czy lodówka z drzwiami, które mają drugie drzwi w sobie, żeby nie trzeba było otwierać pierwszych drzwi, tylko te małe, z których wyjmujesz półki. Nie wiem, czy jasno to mówię. Zobacz zdjęcie. To te drzwi w drzwiach otwierane, żeby wyjąć butelkę z piciem. Bajer, który podwyższa o ileś set złotych cenę lodówki. Kompletnie zbędne.

Dlaczego o tym mówię?

Dlatego, że ja nauczyłam się tego w lokalach i polecam potraktowanie kuchni, jak miejsca pracy.

Bez ozdobników, które nie są potrzebne, jak zabawki typu kolejne urządzenie, przy którym masz więcej pracy w utrzymaniu czystości. Rozbieranie, składanie, chowanie. W kuchni masz się nie bawić, tylko wykonać zadanie i cieszyć się z efektu. Efektem jest zdrowe, smaczne jedzenie, które gotujesz.
Nie bawisz się przy robieniu jedzenia, chociaż tak naprawdę, jak już wejdziesz w tryb cyklicznego gotowania i wiesz, że nie sprawia Ci to nie tyle przykrości, co nie jest dla Ciebie uciążliwe, to staje się to faktycznie zabawą. Zabawki typu kolejne miksery, blendery, malaksery i ozdobniki będą Cię tylko rozpraszać.

Więc po prostu je wynieś, pochowaj, pozbądź się ich z przestrzeni wokół siebie.

I znowu dla przykładu - gdy dentysta wyrwie zęba, to go wyrzuca i dezynfekuje miejsce pracy. Nie zostawia narzędzi na blacie, zęba i wacików w umywalce.
Dlatego mówię też dużo o sprzątaniu na bieżąco, co zauważysz na filmach, w których gotuję. Sprzątanie na bieżąco, jak w pracy, bardzo przyspiesza wykonanie zadania (pracy) w kuchni, czym jest przygotowanie np. obiadu. Dotyczy to sztućców, kubków, talerzy, desek. Co się da, myj na bieżąco przy okazji mycia rąk, bo to bardzo dobry sposób na oszczędność czasu, wody, płynu.

Jeżeli musisz umyć ręce po surowych jajkach, czy po obrabianiu mięsa, przy okazji myjesz miskę, czy garnek, lub patelnię, która nie wchodzi do zmywarki, bądź zajmuje w niej za dużo miejsca.

Jak pochlapiesz płytę gazową, czy ceramiczną to jest troszkę utrudnione. Tak samo ze ścianą, lub płytkami – pochlapiesz – przetrzyj. Zaschnie – będzie więcej roboty. Niby sekundy, ale jak wejdą Ci w nawyk takie proste czynności, to zobaczysz, jak Ci to usprawni życie kuchenne.

Zacznij porządek od jednej szafki.

Czyli nie na hurra sprzątanie całej kuchni. Nie. Wyznacz sobie na dzisiaj jedną szafkę. To też mi się świetnie zawsze sprawdzało. I w cukierni i w lokalach. Nawet były listy, które wisiały na lodówkach i każdy wykreślał: szafka nr. 1, czy szafka nad zlewem bądź zamrażarką i zapisanie, kto to wykonał.
W domu nie musisz nic zapisywać. Po prostu zapamiętaj – dzisiaj robię tę szafkę. Nie bierz się za całą kuchnię, bo będzie Ci się ciężko za to zabrać. Mniejsze kroki są gwarancją sukcesu.

Nie zniechęcisz się i nie znudzisz tym, że masz tyle pracy. Nie musisz się nastawiać na wielkie sprzątanie .Po prostu: z jednej szafki wyjmujesz, myjesz, sprawdzasz dokładnie, co możesz z tych rzeczy wynieść, bo niepotrzebne i pozbywasz się tego. Wynosisz do piwnicy, na strych lub do pomieszczenia, w którym masz graciarnię. Albo sprzedajesz, albo dajesz komuś, jeśli uważasz to za stosowne.

W umytej szafce poukładaj wszystko bardzo ładnie.

Jakby to banalnie nie brzmiało, jest to bardzo ważne. Ładnie, czyli w równych rzędach, tematycznie. Nie poupychane, bo jak wyjmiesz jeden kubek, to wypadnie z niej pięć innych. Znam taki styl upychania, widziałam takie szafki.
Na przód ułóż rzeczy najczęściej używane, dalej te mniej używane, na wyższych półkach te, których jeszcze rzadziej używasz. Niby proste i banalne, ale uważam, że powinnam o tym powiedzieć, bo się naprawdę sprawdza.
Następnego dnia, czy za dni kilka z braku czasu, bądź chęci rób następną szafkę.

I taki cykl zachowaj na zawsze. Wiadomo, że rzeczy z wyższych półek nie za często się używa, a na niższych jest większa rotacja: herbat, kakao itd., więc wystarczy , że w takiej szafce zrobisz porządek z dwiema niższymi półkami.

Pozdejmuj z blatów roboczych zbędniki.

Mówiąc o zbędnikach myślę o mikserach, malakserach, niepotrzebnych czajniczkach, ozdobnikach, bądź półeczkach, o których już mówiłam, a które to ładnie wyglądają, ale trzeba je przesuwać. Przy gotowaniu, krojeniu czy zmywaniu chlapie się więc na to wszystko, więc co możesz – usuń.

Na początku może Ci się wydawać, że kuchnia jest taka łysa ale po pewnym czasie a nawet bardzo szybko stwierdzisz, że dużo czasu i energii oszczędza Ci właśnie brak rzeczy, które zagracają kuchnię. Tak to wygląda.

Dzięki temu odzyskasz luz w głowie.

Dzięki tej pustej przestrzeni, bo nic Ci nie będzie przeszkadzać i Cię rozpraszać. A rozpraszaczy w w obecnym życiu, świecie, w mediach jest taka masa, takie multum rozpraszaczy, że chociaż w kuchni zrób sobie może nie oazę spokoju, ale oazę twórczego wyzwolenia. Dziwnie to może brzmi, ale ja właśnie tak to rozumiem i czuję.

Jeśli będziesz miała/miał miejsce, w którym będziesz mogła się wyżyć kulinarnie, to łatwiej będzie Ci gotować i coraz więcej rzeczy zacznie Ci mówiąc kolokwialnie: wychodzić.

Jak gotować?

Zapraszam do kursu, bo naprawdę tam jest bardzo prosto pokazane.

Pozdejmuj z blatów zbędniki. Odzyskasz luz.

Dzięki temu, że tych gratów tam nie będzie, nie musisz ich przesuwać na boki. Masz też większą przejrzystość i łatwiej Ci będzie w kuchni manewrować w poszukiwaniu poszczególnych składników.

W końcu zapamiętasz gdzie i co masz. Nie będziesz się zastanawiać, czy Ci czegoś nie brakuje i robienie spisu brakujących rzeczy jest łatwe. Będziesz wiedziała/wiedział ile czego i gdzie masz.

To całe porządkowanie kuchni, o którym mówię już trzeci odcinek, to jest trochę, jak wychodzenie z długów.

Dosłownie. Masz taki chaos w kuchni, że wolisz ją omijać. Podobnie jest z długami. Jeśli je masz, to Cię martwią, ale często o nich nie myślisz. To jest bardzo podobne.
Dzięki temu, że odgruzujesz kuchnię stanie się ona miejscem przyjaznym. Poczujesz ulgę. Masz przestrzeń do rozwoju. Zobaczysz, że potrawy, które będziesz robić według moich prostych przepisów, bo jest w nich ograniczona ilość składników, będą smakowały Tobie i Twojej rodzinie. Również znajomym.
Gotowanie będzie ekspresowe, bo  przygotowanie zupy zajmuje tylko dziesięć minut, co widać na filmie.

Zmniejszysz ryzyko zanieczyszczenia jedzenia molami spożywczymi.

Jeśli masz pięć rodzajów kasz czy mąki, będziesz to zużywać pięć razy dłużej i jest pięciokrotnie większe prawdopodobieństwo, że wejdą do tego robaczki. Czy z dworu, czy przyniesione w jakimś produkcie ze sklepu, bo to się często zdarza. Nie cierpię marnowania jedzenia, a niestety jedzenie zarażone molami nadaje się do wyrzucenia. Chyba że lubisz ten typ wkładu białkowego, ale raczej nie. No właśnie.

No i może na tym zakończę ten odcinek.

W kolejnym jeszcze nie wiem o czym będę mówić, bo tego odcinka o minimalizmie miało nie być, ale jakoś sam się wykluł przy opracowywaniu kolejnych filmów i materiałów do kursu Obiadowa Królowa Kuchni .

Zapraszam Cię więc po raz kolejny do kursu, bo naprawdę jest świetny.

Kurs  Obiadowa Królowa Kuchni jest darmowy, ponieważ chcę się w nim przedstawić jako ktoś, kto sporo wie.

Przez dwadzieścia lat można się mnóstwo nauczyć i ja się nauczyłam sporo, ale też samodzielnie wszystko robiłam. Wszystko to, co zlecałam później pracownikom. Każdego uczyłam samodzielnie, przynajmniej na początku. Później miałam do tego kierowników. To pozwoliło mi być kimś, komu nie dało się (za przeproszeniem) ściemnić, że czegoś się nie da, albo jest niewykonalne.

Wracając do kursu Obiadowa Królowa Kuchni.

Na jego bazie będę tworzyła kolejne kursy, bo naprawdę jest to konkretna kopalnia wiedzy.

Zarówno strona gastrofilka.pl i sam kurs.

Zapraszam Cię – zapisz się.

Wejdź też do do grupy Gastrofile na facebooku i i na fanpage gastrofilka. No i działajmy razem, bo kuchnia nie ominie nikogo, chyba że jest bretarianinem i odżywia się energią słoneczną. Ja nikogo takiego nie poznałam, kto by w ten sposób potrafił utrzymać przy życiu. Jedynie o tym słyszałam. Jest to ciekawe zjawisko.

Większość z nas musi gotować. A jak nie lubi ?......

Szkoda żyć z czymś, czego się nie lubi i musieć to wykonywać na siłę, skoro można się do tego przekonać i robić to z przyjemnością. I w tym brylować 🙂

Właściwie to tyle. Więc co, stałe hasło 🙂

Niech moc będzie z nami – gastrofilami.

To pa.

Komentarze

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Ja przez pewien czas myślałam, że potrzebuję tego termotłuka zasranego za kwotę trzech czynszów. Dobrze, że go nie nabyłam. Teraz żyję jak jaskiniowiec. Jedyny sprzęt jaki posiadam to toster i blender. Z blendera potrafię wydobyć takie cuda, że hoho. Nieświadomie przerzuciłąm się na minimalizm. Jak musisz zamknąć życie w jednej walizce to raczej nie myślisz o tym by spakować mikser czy sokowirówkę.
    Secondhandy uwielbiam.
    Z molami też walczyłam. Masakra. Kupiłam siemie lniane i jak otworzyłam to mi jakiś motyl wyleciał. Olałam go bo co mi taka ćma może zrobić, a potem miałam kuźwa motylarium! walczyłam z nimi wiele tygodni. Myślisz, że już wygrałaś a tu następne pokolenie się wykluwa.
    Uwielbiam twoje podcasty.Masz radiowy głos!

    • Monika Liga
      | Odpowiedz

      Też nie cierpię tych mot i mam na nie uczulenie 🙂
      Tak, przeprowadzki i takie zmiany w życiu bardzo minimalizują nasze potrzeby. Co nie zmienia faktu, że kilka razy przeprowadzałam się z niepotrzebnymi rzeczami. 🙂

Dodaj komentarz