Nazywam się Monika Liga i uczę gotować, a patelnię dzierżyłam w objęciach, już chyba w łonie matki 🙂

Tak, już jako bajtel pichciłam.
Nie w domu, bo by mnie prześwięcono, ale w krzakach 🙂 Małe ognisko rozpalone kradzionymi zapałkami, puszka na ruszcie z zardzewiałych drutów i woda z ogrodowego kranu. Do tego pomidor z przydomowego krzaka, czasem gruszka, czy pietruszka.
To była moja ulubiona zabawa.

Gastrofilka za kratkami

Pierwsze śniadanie podałam rodzicom do łóżka w wieku pięciu lat.

I to była tragedia. Chleb pokrojony w kilkucentymetrowej grubości pajdy, na to niewiele cieńsze plastry szynki, a za tacę posłużyła mi zatłuszczona blacha z piekarnika. Aż dziw bierze, że nie ukroiłam sobie palca. Za poplamioną pościel dostałam burę, ale nie zniechęciło mnie to do badania połączeń składników spożywczych.

Los chciał, bym została gastronomem i prowadziła knajpy.

Czy mogę być dumna mówiąc, że mam dwadzieścia lat praktyki w gastronomi?

Raczej tak, choć ten zawód miał i swoje czarne strony i odcisnął na moim ciele swoje piętno.

Ale cofnijmy się w czasie.

Na studiach nie miałam pomysłu na siebie. Nie wiedziałam, kim chcę być.

Lubiłam gotować, ale nie miałam marzenia, by prowadzić kawiarnię czy restaurację. Mój przyszły wówczas mąż miał pomysł na gastronomię i wykształcenie, którego mi brakowało. On jest gastronomem z wykształcenia.

Otworzyliśmy niewielki lokalik w osiedlowym markecie, a w nim sprzedawaliśmy produkty z rodzinnej cukierni. Szło nam dobrze, zostaliśmy zauważeni. Przyszło kilku panów w garniturach, proponując najem powierzchni w centrum rozrywki.

Ten lokal był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.
Ktoś powiedział o nas: „Jesteście skazani na sukces”.

Było w tym trochę racji, bo zwyczajnie mieliśmy do tego łeb. Lokal działał, niczym dobrze naoliwiona maszyna.
Później był kolejny i jeszcze jeden.

Nie wszystko szło idealnie. Były i upadki.

Mądrzy ludzie mówią, że z własnych potknięć trzeba wyciągnąć naukę, by nie potknąć się drugi raz w tym samym miejscu.
Jeszcze inni, że nie ma porażek, ale bardziej bolesne doświadczenia.
To tylko nazewnictwo. Osobiście uważam, że błędów nie robi ten, kto nic nie robi.
My robiliśmy multum. No dobrze, w pewnym momencie zbyt wiele.

Końcówka roku 2017 - „jakieś tam” problemy zdrowotne.

Czasami ból brzucha, kiedy indziej inne dolegliwości. Bagatelizowałam je, bo przecież nie było czasu "na pierdoły". Za dużo pracy, decyzji do podjęcia i jeszcze życie rodzinne trzeba w to jakoś wpleść. Biegłam dalej, a raczej pędziłam niczym parowóz, lecz kotły się przegrzewały.

Gastrofilka i dziubasek

13 luty 2018 - od rana coś było ze mną nie tak.

Spakowałam torbę na wypadek, gdybym miała jechać do szpitala. To "coś nie tak" nie było aż tak straszne. Ot niedyspozycja i nudności, ale inne, bo trwające zbyt długo.

Wieczorem zaczekałam, aż dzieci pójdą spać. Przed snem powiedziałam im jeszcze, że idę na pogotowie, bo muszę coś zbadać.
Dzielna kretynka...
Przed północą trafiłam na salę przedoperacyjną. Podejrzenie zapalenia wyrostka robaczkowego, ale objawy nie do końca były jasne. Rano wieziono mnie na operację.

Okazało się, że to faktycznie wyrostek tyle, że już go nie było.

W ferworze życia firmowego i wplecionego weń życia rodzinnego, nie rejestrowałam objawów zagrożenia życia.

- Ma pani dużo szczęścia, że żyje. - To były słowa ordynatora. - Rozlane zapalenie otrzewnej to jedno z największych zagrożeń życia. Jak pani mogła ne zauważyć objawów?

W odpowiedzi uśmiechnęłam się i oznajmiłam, że pewnie mam wysoki próg bólu.
Z czasem prawda docierała do mnie. Ja nie miałam czasu dla siebie.

Od półtora roku nie prowadzę już lokali.

Myślałam, że przebranżowię się, spotkam nową siebie.
Ha! Gastronomia wrasta w człowieka, staje się jego naturą i stylem życia szczególnie, gdy tyle czasu spędziło się na byciu nauczycielem pracy z jedzeniem.

Przez dwadzieścia lat uczyłam dziewczyny wszystkiego.

Przewinęły się tych dziewczyn setki! Nie liczyłam, ale grubo ponad tysiąc na pewno!
Czego uczyłam? Ano wszystkiego, czego zapracowani rodzice nie zdążyli im przekazać.
Od mycia podłogi, przez czyszczenie i obsługę sprzętów, czy trzymanie noża. Poznawałam te kobiety, ich historie, smuteczki, czy codzienne radości. Przy okazji dopracowywałam technikę pracy przy jedzeniu tak, by było smacznie, ekspresowo i zdrowo.
Uczyłam tego i uwielbiałam to robić!

Nie raz widziałam zaskoczenie, że: „O matko! Ja to umiem!”

Tak, to ogromna przyjemność, gdy możesz przekazać swoją wiedzę i widzisz, jaką radość dajesz tym innym. Nie tylko karmiąc ich, ale i pokazując im, że gotowanie nie jest nauką tajemną. Jest zbiorem zasad, regół i sztuczek. To te czynniki tworzą z kuchni centralne miejsce domu.

Królowa Kuchni Gastrofilka

Często słyszałam pytanie: „Jak ty to robisz?!”

Odpowiadałam, podawałam przepisy, albo uczyłam manualnie. W pewnym momencie dotarło do mnie, że muszę to robić masowo!

Ta wiedza nie może zostać w mojej głowie i kuchni. Nie mogę tego zatrzymać dla siebe. Nie wiem, czy dałoby się to zrobić. Nadmiar gastronomicznych doświadczeń rozsadzał mnie od środka, szukając wyjścia.

I to właśnie dla tego powstała ta strona – gastrofilka.pl

Bo internet to cudowne miejsce, dzięki któremu mogę dotrzeć do kobiet.

Czym jest ta strona? Co na niej znajdziesz?

- pomagam zorganizować sobie życie kuchenne
- pokazuję, co jest potrzebne, a co zbędne w kuchni
- gotuję dla Ciebie na żywo i robię to tanio, zdrowo, smacznie i ekspresowo
- uczę, jak nie marnować jedzenia i wykorzystać warzywa z rosołu, czerstwy chleb, czy więdnące warzywa

- pokazuję jak przechowywać jedzenie, by się nie psuło i było długo świeże
- pomagam zaplanować posiłki i zakupy
- zdradzam sztuczki kucharzy, którymi ci oszałamiają klientów
- zaskakuję prostotą przepisów i tym, że większość składników można zastąpić innymi
- pokazuję, że gotowanie jest super!

Dołącz do mnie i ucz się ze mną gotowania.

Tak, ja wciąż się rozwijam i odkrywam cuda kuchni, smaków i coraz prostszych połączeń składników spożywczych. Kocham to i zatracam się w gotowaniu, ale nie słyszę narzekania w domu.
Moje chłopy kochają dobre jedzenie, a ja kocham ich.
Dla mnie gotowanie jest nie tylko dbaniem o porządny budulec.

Karmienie innych jest wyrazem miłości.

Przygotowując potrawy pokazujesz karmionym przez siebie ludziom, że są dla Ciebie ważni.
Pozwól mi pomóc Ci w tym.
Po to tutaj jestem.

Monika Liga – Gastrofilka z Katowic 🙂