fbpx

Robieni w bambuko – podcast

- Brak komentarzy
robieni w bambuko - podcast

Idziesz na zakupy nie podejrzewając niczego. Po prostu trzeba zapełnić lodówkę, półki w szafkach i tyle.
Poniżej wymieniam haczyki, na jakie łapią nas sprzedawcy. Właściwie to całe rzesze ludzi zatrudnianych w sieciach handlowych po to, by dotrzeć do naszych portfeli.
Czy wiedziałaś/ wiedziałeś, że kwiaciarnia przed wejściem do marketu zwiększa ilość wydanych przez Ciebie pieniędzy?
Czy wiesz, jakimi kolorami, zapachami i sztuczkami wciskany jest w naszych mózgach przycisk "KUP"?
Sprawdź i nie pozwól go już wciskać.
Poprawka, nie uchronisz się od tego całkowicie, ale chociaż częściowo może Ci się to uda 🙂

Jeśli wolisz czytać - transkrypt nagrania

Cześć!

Tu Monika - Gastrofilka. 

Dzisiejszy odcinek nosi tytuł "Robieni w Bambuko". Jest to część kursu "Obiadowa Królowa Kuchni", który dotyczy tego, jak sobie poukładać kuchenny świat, aby on nie przygniatał, by gotowało się szybko, ekspresowo i bezstresowo. 

Dlaczego akurat o tym? 

Dlatego, że 20 lat prowadziłam kilka knajp. Sporo się nauczyłam. Teraz niewielką cześć wiedzy spakowałam jednej z kursów. Tych kursów będzie więcej. Ten kurs jest bezpłatny. Jest w nich dużo wiedzy. Dzisiejszy podcast dotyczy szóstego kroku, a mianowicie zasad robienia zakupów

Dlaczego akurat tego?

Dlatego, koleżanko i kolego, że idąc do sklepu jesteśmy robieni w bambuko. Im większy market i ich sieć, tym bardziej wiedzą jak nas owinąć sobie wokół palca. Mówię o tym też dlatego, że chciałabym żeby krok szósty nie był pomijany i bagatelizowany. Mówię właśnie o tym,  żeby iść do sklepu, na zakupy, z listą zakupów zrobioną wcześniej. Polecam trzymać się tej listy. Broń boże, żeby nie iść na głodnego. Najlepiej iść samemu i samotnie, robić te zakupy w skupieniu. 

W tym podcaście chcę umotywować ten właśnie krok szósty, w tym podcaście numer trzynaście. Ładnie się zrymowało.

Dlaczego to jest takie ważne?

Dlatego, że hipermarkety i sieciówki wszelakie, które mają całe działy pracujące nad tym jak nas zrobić w bambuko, brzydko mówiąc, są niebezpieczne. Na przykład, badania wykazały, że duży wybór towarów w marketach zwiększa spożycie, czyli zakupy. Jeśli masz jeden smak deserów, jogurtów, serów żółtych czy wędlin - kupisz ten jeden rodzaj. Jeśli masz trzy smaki, każdego z tych rodzajów, spożycie, czyli zakupów wzrasta o 25%. 

Co się stanie jeśli będzie 30 rodzajów do wyboru? Odpowiedz sobie samodzielnie.

Aromaterapia - ładnie brzmi.

Jest czymś co dobrze się kojarzy, ze spa. Natomiast wchodzą do marketów i niektórych sieciówek, nie będziemy operować nazwami, jesteśmy poddawani aromaterapii. Jakiej?

Po pierwsze - zapach pieczywa. Zazwyczaj jest wypuszczany sztucznie. Chyba, że faktycznie jest dużych ruch w markecie to wtedy jest to zapach naturalny. Chociaż i tak wiem z pewnych źródeł, że ta aromaterapia (z tego co wiem jest niedozwolona), jest stosowana.

Robią to również pizzerie, które wydmuchują zapach na zewnątrz lokalu, żeby przyciągnąć klientów potencjalnych i wzbudzić głód. Tak samo z zapachem kawy - wzmaga apetyt. To robią stacje paliw, czyli wchodząc tam jest młynek, który nie działa, ale pachnie kawą. Nie jest to przypadkowe. Jest to działanie celowe. 

Stoiska z kurczakami, na przykład przed marketami. Zanim wejdziesz do niektórych sieciówek z czerwonym logo, zazwyczaj są budki albo stoiska z kurczakami, Ty wchodzisz i jesteś automatycznie głodny, bo pobudza Cię ten zapach. To akurat jest działanie celowe i marketingowe, czyli ustawianie takich stoisk przed. 

Z kwiaciarnią jest podobnie - kwiaciarnia czy piekarnia przed wejściem do marketu ma wprawić nas w dobry nastrój, dobre samopoczucie. Tak nastawieni pozytywnie, żebyśmy weszli i robili zakupy. 

Może teraz trochę o półkach.

Półki dobrze zatowarowane - im więcej na półce, tym chętniej kupujemy. Jeśli jest sześć rzędów jednego produktu na półce, wtedy chętniej sięgamy po ten produkt, bo jest przepych. Najdroższą półką jest połka na wysokości Twoich oczu, zwróć na to uwagę, że tam są produkty, które mają być sprzedane i one nie są najtańsze. Te najtańsze są na samej górze i na samym dole. To jest wykorzystywanie naszego lenistwa, żebyśmy nie musieli się schylać, kucać czy wspinać na palce i szukać po za zasięgiem wzroku produktów. Chyba, że jest to dział dziecięcy. Na dziale dziecięcym produkty są niżej ze względu na dzieci. Wiadomo, że dziecko wejdzie i zobaczymy zabawkę, która mu się podoba, nie będzie patrzyło wyżej, tylko an tę wysokość, która dla nas jest nieodpowiednia, ale dla dziecka tak. To jest też wykorzystywanie dzieci. Jeśli idziesz na zakupy z dziećmi, wchodzisz na dział ze słoiczkami czy na dziale z chemią gospodarczą, wiszą ekspozytory i chrupkami, żelkami czy słodyczami i małymi zabawkami. To jest właśnie to wykorzystywanie tego, że dziecko wchodząc z nami na dział z chemią gospodarczą, gdzie zaczyna się nudzić i zazwyczaj wyciąga rączkę i bierze takie opakowanie, które jest pod ręką i prosi o kupno. 

Jeśli chodzi o półki to ciekawą rzeczą jest również to, że droższy jest środek półki. Oczywiście najdroższy jest środek półki na wysokości oczu, ale im bliżej końca regału, tym produkty są tańsze. To jest zjawisko, które zaobserwowano u nas jako konsumentów, że kierujemy się ku środkowi regału czy witryny chłodniczej. Zwróć na to uwagę, czy tak robisz. Ja tak robię! Jak szukałam o tym informacji i analizowałam samą siebie, to praktycznie każdy z tych zachowań dotyczy mnie. 

Najdroższą półką jest półka tuż przy kasie, a to dlatego, że tam są produkty tak zwane impulsowe, czyli kupowane przez nas pod wpływem impulsu. Stoisz, powoli zaczynasz się nudzić, ponieważ stoisz w kolejce. Ty masz stać w tej kolejce, specjalnie otwartych jest mniej kas, żeby postać. Zazwyczaj w takich półkach są słodycze, papierosy, baterie, prezerwatywy, kleje. Zwróć uwagę jakie to są pierdoły, których normalnie nawet nie kupisz, ale stojąc po coś sięgniesz, bo są to produkty impulsowe. Tak je nazwano. U mnie faktycznie też tak to działa. 

Gdy wchodzisz do marketu, na początku zazwyczaj na ekspozytorach leżą gazetki, w których masz wyszczególnione produkty, które mają być sprzedane. Nie jest to tak, że one faktycznie są takie okazyjne, tylko mają zostać sprzedane przez daną sieć. Oni chcą się z tego wyprzedać. Jednym ze sposobów stosowanych, żeby zwiększyć sprzedaż danego produktu jest to, że są one umieszczone w gazetkach. Często te gazetki są dostarczane do domu, do drzwi. Taka reklama wbija nam się w podświadomość, że mamy gazetkę i zapamiętujemy. Przy takiej papierowej reklamie widzisz okazję i idziesz po nią. Zaczynasz wtedy tego produktu szukać. Im więcej czasu spędzisz w markecie, tym więcej zakupów zrobisz, więcej wrzucisz do koszyka. W gazetce często bywają produkty, których jest ograniczona ilość, dość mała. Kiedy przychodzimy na zakupy z domu, z zamiarem kupienia czegoś co widzieliśmy w reklamie, papierowej czy reklamie. Idziemy po ten produkt, a jego nie ma. Celowo miało go nie być. Nikt nie lubi iść na zakupy i wychodzić z pustymi rękami, szczególnie gdy wchodzisz do miejsca, gdzie tych produktów jest masa i przepych. Wychodzimy wtedy z innym produktem, ponieważ tak działa psychologia, że nie lubimy wracać z polowania z pustymi rękami. Kupujemy wtedy zamiennik. Ja też się na to łapałam. Na szczęście to też działa tak, że jak sobie uzmysłowimy te sztuczki, które są na nas praktykowane, i zobaczymy jak jesteśmy manipulowani, to już przestanie tak intensywnie działać. Oczywiście, nadal będzie działało, ale spowoduje to, że będziemy analizować swoje zachowanie przed wejściem do marketu. Łatwiej będzie nam się wtedy zatrzymać przed zakupem niechcianego zakupu.

Kolejna metoda oddziaływania na naszą psychikę to piękne, swojskie ekspozytory. Na przykład pieczywo wykładane w wiklinowych koszach, czy wędliny na stoiskach drewnianych, gdzie za ladą stoi pani w fartuszku, zazwyczaj brązowym i czapce, która ma nam się kojarzyć ze wsią i swojskością. Kojarzy się to też ze świeżością produktu, tuż po dostawie od gospodarza ze wsi. To dotyczy przede wszystkim wędlin, pieczywa. Dochodzą do tego czarno-białe etykiety, ponieważ większość etykiet jest kolorowa. Mają one w ten sposób przyciągnąć nasz wzrok. Ukazane są swojskie, lniane dodatki, na zakrętkach szmatki lniane, wstążeczki, sznureczki. Taka prostota ma nam się skojarzyć ze świeżością. Niestety to działa.

Kolejna metoda namawiania nas na zakupy to napisy. Bardzo dobrze działają. Na przykład: PROMOCJA! CENA DNIA! SUPER OFERTA!

Przy tysiącach produktów, które są na półkach to właśnie ten napis jest jak magnez dla naszych oczu. On przyciąga nasz wzrok, nasze zwycięskie geny pobudza do działania. Wygląda to tak, że skoro jest promocja, super okazja to musimy wręcz z niej skorzystać, bo jest to super okazja. Łapiemy wtedy produkt. Często niestety nie jest on czymś, co jest na naszej liście. Jeśli mamy listę. Listę bardzo polecam! Zresztą, po to jest ten podcast, żeby namówić was do zrobienia listy przed zakupami i trzymania się ten listy i nie wychodzenia po za nią.

Dorzucę tutaj krótkie info o kursie "Obiadowa Królowa Kuchni".

Kurs ten dotyczy obiadów, zawiera 60 składników. Jeśli taka liczba składników wydaje Ci się duża, to powiem Ci, że ona zawiera również sól, cukier, ziele angielskie, liść laurowy, olej, oliwę, dwie mąki. Zobacz ile jest produktów, które zazwyczaj ma, ale też kładę nacisk na to, żeby nie mieć w domu pięciu rodzajów mąki, tylko dwa. Nie pięć rodzajów ryżu, tylko jeden. Nie pięć rodzajów makaronu, tylko jeden. Wokół tych składników krążymy i gotujemy 10 rodzajów obiadów. Każdy jest 4 składnikowy, zawierający zupę i trzy składniki drugiego dania. Wybór duży. W kursie jest masa materiałów do wydrukowania i korzystania z nich, ale także takie, które mają Cię zmotywować do tego, żeby pozbyć się z kuchni bardzo dużo niepotrzebnych rzeczy zagracających i przestrzeń i głowę, które utrudniają nam sprawne działanie w kuchni. Sprawne, czyli takie jak ja w lokalu, czyli trzeba było pracować produkując duże ilości jedzenia. Oczywiście, nie z przymusu i nie z niechęcią, ale szybko i sprawnie. Tego właśnie uczę w kursie, do którego serdecznie Was zapraszam. 

Po za napisami PROMOCJA, SUPER CENA, SUPER OFERTA, i tak dalej, które budzą w nas zwycięzcę, który musi złapać produkt, który jest promocyjny, są jeszcze produkty na zasadzie "drugi produkt za pół ceny" albo "za grosz". KUP 3 NAPOJE W CENIE 2. KUP 4 OPAKOWANIA PARÓWEK, A 5 OPAKOWANIE DOSTANIESZ ZA GROSZ! Tak naprawdę cena tego jednego pojedynczego produktu na czas promocji jest zazwyczaj podnoszona. Albo jeśli nie na czas promocji to tuż przed promocją, tak aby na czas promocji obniżyć ją do stałego poziomu. Działanie to ma na celu, abyśmy mieli wrażenie, że faktycznie korzystamy z okazji i abyśmy wzięli 4 opakowania parówek, chociaż przyszliśmy po jedno. To działa. Tutaj powiem o takiej sieci małych sklepików, zazwyczaj umiejscowionych na rogu czynnych do późnych godzin wieczornych, a nawet nocnych. Wiesz o co mi chodzi. Oni stosują to na całego. 

Kolejna całkiem ciekawa  sztuczka, na którą też się łapię, czyli przecena!

Psychosztuczka, pod nazwą PRZECENA! Zazwyczaj tam, gdzie jest przecena, gdzie są produkty, tak zwane końcówki serii, są one ułożone w koszach. Jest tam bajzel i bałagan, czyli masz i oprawki na zdjęcia i ciuchy i zdekompletowane talerze. Wchodząc do marketu stoją one na środku, jako praktycznie potykacze dla nas. W tym się kopie. To właśnie ma mieć taki charakter, że jest tam bałagan. Faktycznie to są już końcówki, które trzeba wykupić, bo są w super cenach okazyjnych, zazwyczaj -40%, -60%. Patrzymy wtedy na etykietę i nie porównujemy tej ceny. Fajnie by było jednak wziąć ten kubek i zobaczyć czy to jest faktycznie -60% i zazwyczaj jest to jednak -1zł lub -2zł przy produktach droższych. Nie mówię tu o elektronarzędziach. 

Mamy też półkę, na której są rzeczy na wagę, szkliwo na wagę czy koniec serii ciuchów. Mówię o marketach, nie o sklepach odzieżowych. Wchodzimy, i tam są prawie puste półki. Myślimy wtedy: "mm przecena, 6 sztuk na krzyż, może powinien poszukać czegoś dla siebie, bo jest to wyprzedaż, wszystko już prawie wykupili, może zdążę i ja." Jest to też tak robione, żeby dokładać tam droższe produkty

Czy na przykład droższe produkty, też robi się dziury na półce, czyli coś co musi schodzić na świeżo. Mamy pieczywo droższe, czy jakieś ciastka sprzedawane na sztuki, w opakowaniach ładnych, też droższe niż np. na wagę, wtedy na półce, gdzie powinno być 30 sztuk, robi się dziurę w półce, czyli wybiera się te sztuki, obsługa układa tak, żeby były nie w pełni zapełnione półki, po to, żeby wyglądało, że jest rotacja towaru. Taka mała sztuczka, ale mówię ci, bo jak wejdziesz do marketu, myślę po tym podcaście, jeśli wysłuchasz go uważnie, to wiem po sobie, że ja teraz już inaczej robię zakupy, inaczej patrzę na te półki, ty też tak pewnie będziesz mieć.

Kolejna rzecz, którą robią nam i nie jest przyjemna, i wiem, bo też tego nie cierpię, to zmiana ułożenia towarów na półkach i to jest mega wkurzające, bo wchodzisz do marketu, w którym zazwyczaj robisz zakupy i ja wybieram np. takie, w których robię szybko, bo nudzą mnie zakupy. Wchodzę po określone składniki, po określone rzeczy i wychodzę, nie zwiedzam, nie oglądam, bo zawsze mi się coś przyklei do ręki, bo nagle mi się przyda, więc wolę nie chodzić, po prostu - nie wystawiam się na pokuszenie. A zmiana ułożenia towarów na regałach właśnie temu służy, żeby chodzić po takim sklepie i szukać, a jak szukasz, a to jeszcze mydło, a to może jeszcze szampon, a to może jeszcze szminka, lakier do paznokci, sruty pierduty. Zawsze coś się znajdzie, co nam się nagle wydaje niezbędne, czy kolejny rodzaj serka, na mnie to działa. A z tym kolejnym rodzajem serka, to tak jak wcześniej mówiłam, jak ich masz 200 do wyboru, to nie weźmiesz jednego, tylko weźmiesz trzy. Przy jogurtach, to po prostu można dostać przy takim regale oczopląsu. 

Muzyka w tle.

Co z muzyką w tle? Nie rejestrujemy tego, ale muzyka w tle poprawia nasz nastrój. Spokojna muzyka, powoduje, że spędzamy więcej czasu w takim markecie. Szybka muzyka powoduje to, że szybciej robimy zakupy. To jest manipulowanie nami. Niby znowu nic groźnego, ale jak się po dodaje te wszystkie sposoby na sterowanie naszymi zachowaniami, to już jest wkurzające, że dajemy się, bo my tego nie zauważamy, ale reagujemy, czyli uspokajamy się i chodzimy zrelaksowani i robimy większe zakupy.

Szybkość kasowania przez kasjerów.

Nie wiem jak ty, ale dla mnie to jest zmora. Mam nie raz ochotę zacząć rzucać produktami nie powiem w jakich sieciówkach, w których masz wydawkę dla ciebie, gdzie możesz sobie postawić torbę, maleńką, czyli postawisz siatkę, ale zazwyczaj ma się kilka siatek, robi się segregację, szczególnie jak się robi zakupy raz w tygodniu, czyli od razu układasz tak, żeby jedno drugiego nie pogniotło i się zastanawiam przy tej kasie, cholera jasna, wydaję 3 stówy, bo robię duże zakupy, a mam te zakupy, robiłam je np. przez godzinę, a mam je spakować wszystkie, najlepiej zsunąć z tej lady buch do koszyka w ciągu dwóch minut. Dlaczego? Jest to tak zorganizowane, że kolejka stoi, patrzy na ciebie z takim wzorkiem: „pospiesz się, bo my tu też czekamy”. To też jest ustawienie kolejki, która musi czekać, nie mówię tu o wielkich hipermarketach, chociaż nigdy nie widziałam, żeby były wszystkie kasy otwarte, chyba, że są święta, jest wielki boom i faktycznie i tak przy tych wszystkich kasach jest kolejka, to ty masz stać w tej kolejce i masz się niecierpliwić, masz przy okazji brać te produkty, które są tam po bokach. Zauważ, że np. lada, taśma na której wykładasz produkty jest bardzo długa w porównaniu z tym miejscem, gdzie odbierasz produkty, bo na tej długiej kasie, wzdłuż tej długiej kasy, tej taśmy na którą wykładasz produkty, są długie regały, na których jest dużo produktów. Jest taki sklep, który ma dużo niebieskiego w tle i w wyposażeniu i oni mają najdłuższą taśmę w porównaniu z najkrótszą wydawką i tak szybką ekspedientką kasującą, a najgorsze, że za tą kasą nie masz miejsca za bardzo, gdzie możesz układać sobie zakupy. Ja się denerwuję, pewnie ty też się denerwujesz, jeżeli nie wiedziałeś czemu, to teraz zwróć na taką pierdołę uwagę, jak właśnie porównanie długości przed z długością za. Kiedyś się bardziej denerwowałam, teraz stwierdzam, że nie znam tej kolejki, jak ma do mnie pretensje, to mam ją głęboko w nosie.

I takim kolejnym zrobieniem nam niby dobrze, to jest dzwonek.

Czyli dzwonią po kolejną kasjerkę, która ma otworzyć kolejną kasę, żeby rozładować kolejkę, żeby ta kolejka się poprzemieszczała, poruszała, wiesz o jakie chodzi mi sklepy. Jeszcze jest np. 99 groszy. Nasz umysł jest trochę głupi. Niestety 1,99 zł obniża do złoty. Cena 3,99 zł dla nas jest czytelna jako trzy złote. Nie cztery, chociaż brakuje tylko grosza i sprzedawcy stosują to i to działa. Wiem to, bo jako restaurator też to robiłam i u mnie też były końcówki 90 groszy, przy ladzie kupujący płacili i rozmowa miedzy paniami: "No weź sobie tą kawę, kosztuje tam 6,90. Nie, weź sobie tą kawę za 6." Tak panie mówiły i niestety w ten sposób to działa.

Karty lojalnościowe, aplikacje lojalnościowe.

W lokalu też miałam kartę lojalnościową na której nabijało się pieczątki, czyli 9 kaw - 10 gratis, czy 6 kaw - 7 gratis. Nie pamiętam. Działać, bardzo działało, akurat to bardziej na starsze osoby niż na młode. Sama pozbyłam się wszystkich kart, ponieważ, po pierwsze nie chce mi się tego trzymać w  portfelu, a po drugie jak się porówna te okazje, które faktycznie są w zakupie później, jeśli to są aplikacje, to zazwyczaj masz, co możesz wybrać z asortymentu sklepu, bądź innego sprzedawcy, który ma takie karty i zbierasz punkty, to on po prostu kieruje cię na to, co chce sprzedać, a ty myślisz: "Okazja". 

Sieciówki. Tu akurat gastronomia. Są w tym wyspecjalizowani, szczególnie dwie sieciówki, i znowu nie będę mówić o nazwach. Czy zauważyliście, że alkohole, w sklepach, w hieprmarketach są przy samym końcu albo w głębi marketu oddalone? A to dlatego, że ty masz przejść przez ten market, masz zrobić zakupy. W bardziej wyspecjalizowanych sieciówkach te alkohole faktycznie są na samym końcu, musisz przejść praktycznie przez cały market, żeby dojść do alkoholi, jeśli przychodzisz po alkohole. A jeśli nie przychodzisz po alkohole, to i tak przechodzisz obok alkoholi, bo zakupy zwyczajnie męczą i człowiek chce sobie zrobić dobrze. Niestety jednym ze sposobów na zrobienie sobie dobrze jest sobie kupić np. piwa, albo wina, albo cokolwiek alkoholowego. A jeśli przychodzisz tylko po alkohol, to też jesteś przegoniony/na przez cały market, żeby przy okazji coś jeszcze wpadło ci do koszyka. Z takich zabawniejszych zachowań, które są u nas wywoływane, to wąskie przejścia. Wąskie przejścia w niektórych marketach powodują, że my myślimy, że jest taniej, bo jest ciasno i nie wiem, skąd to się bierze u nas, ale faktycznie tak to działa, bo później przeanalizowałam, które sieci mają za wąskie przejścia i trzeba się przeciskać i stoją jakieś stojaki, stoją jakieś kosze z kartonami, które wcale nie muszą stać i myślałam, że taki bałagan, taki ruch, no faktycznie mają tyle pracy te kobiety i ci faceci i nie mają się jak tego pozbyć, a później przeczytałam o tym, że nie do końca, bo to jest działanie zamierzone. Te kartony, te wózki z kartonami mają stać, żeby potęgować wrażenie świeżości produktów, bo one mają taką rotację, że tych kartonów tyle się zbiera, że nie nadążają ich wywozić, bo już muszą przywozić następne kartony, wypakowywać do lad chłodniczych, czy na półki, bądź przy piekarniczych kącikach, z których pachnie to pieczywo, które powoduje, że chce nam się jeść, jesteśmy głodniejsi i w ogóle pieczywo wywołuje u nas dobry nastrój, więc to jest kolejny guziczek wciskany w naszej mózgownicy. Te regały z bułkami, czy na bułki często puste, stoją i torują przejście i tu znowu takie logo trochę z żółtym, oni to robią nagminnie. Natomiast jeżeli właśnie chodzi o tą sieciówkę, która ma dużo żółtego w sobie, dodam, że żółty ma się kojarzyć z taniością i tak nasz mózg odbiera kolor, że żółte to tanie, że wąskie to tanie i już wiesz na pewno o jaką sieć mi chodzi. Ta sieć robi coś odwrotnego od zasady ogólnie określonej, czyli, że w markecie powinno się wchodzić z prawej strony i iść cały czas w lewo, czyli skręcasz idąc w lewo, lewo, lewo, bo nasz mózgownica tak działa, że lubimy skręcać w lewo, że większość z nas jest prawo ręcznych, więc wózek prowadzimy lewą ręką, ciśniemy nim w lewo, prawą rękę mamy bardziej swobodną, mobilną i nakładamy produkty.

Kolejna rzecz, którą ułatwiają nam przy ładowaniu jedzenia do koszyków, to kierowanie nas cały czas w lewo.

Kierowanie nas tak, żebyśmy musieli przejść przez cały market i przynajmniej zobaczyć połowę produktów. O tym już była mowa, ale o tym, że w lewo cały czas nie wiedziałam i mnie to bardzo zaciekawiło. Faktycznie, co większe sieciówki, w ten sposób mają wejścia. Nie wszystkie, bo nie w każdej, te super ogromne, mają wejście i z lewej i z prawej, ale jakby tak patrzeć na systematykę, czyli, że idziesz i masz kończyć na mrożonych rzeczach, które bierzesz na samym końcu, to te mrożone rzeczy, które są na samym końcu, zazwyczaj są tak ułożone, że faktycznie idziesz cały czas w lewo i przypomnij rozkład niektórych sieci, szczególnie tych, które uchodzą za ekskluzywne, bardziej ekskluzywne, niż te np. żółte, one mają faktycznie kierowany ruch w lewo cały czas. Idziesz w lewo. Nawet samo wejście, te drzwi przesuwne też są zazwyczaj po prawej stronie wejście, po lewej wyjście, czyli kierowanie nas w lewo. Praworęczni będą w tym momencie odporniejsi na zakupy, ale nie w tym żółtym markecie. 

Kolejna psychosztuczka na którą jesteśmy nieodporni, to kolory.

Mówiłam już o żółtym, że ma powodować wrażenie taniości, że wąskie przejścia zagracone mają podwyższać ten poziom naszego postrzegania tego sklepu jako tani i to też jest w tej sieci nie marketów, tylko sklepików osiedlowych, które są zazwyczaj na rogu, tam zawsze jest ciasno i musisz się przecisnąć i ludzie się tam kotłują. Ten otwiera lodówkę, ten się przeciska koło regału, ten stoi, musi się wkomponować brzuchem np. w ladę chłodniczą z kanapkami, napojami i czymś tam jeszcze, jogurtami, żeby drugi przeszedł mu za plecami. Jeśli chociaż raz tam byłeś, a jak będziesz to zwróć na to uwagę, że to faktycznie ma miejsce, chociaż można by to inaczej rozwiązać, ale jest to zamierzone. To jeśli chodzi o kolory, mówiłam o żółtym. Ściana czerwona za produktem też powoduje, że uważamy produkt za tańszy, dlatego stąd te wszystkie przeceny, te czerwone napisy, te czerwone tła. To tak alarmuje, że kup ten produkt, kup, bo on jest przecież lepszy, tańszy, wspaniały.

Reagujemy na czerwony kolor, jako na coś co nas przywołuje do pionu, ostrzega i alarmuje, ale niebieska ściana podnosi jakość produktu i jest market, który ma tego niebieskiego bardzo dużo. Jak wejdziesz, to zwróć uwagę, że wszystkie regały są niebieskie, to ma mówić o tym, że w tym sklepie są jakościowo lepsze produkty i faktycznie ja tak to postrzegam. Teraz już to postrzeganie mi się trochę zmieniło. Wejdziesz do tego sklepu, ten sklep ma też dużo niebieskiego na elewacji i w logo.

A zielony kolor co powoduje? Regały, półki, czy ściany? Eko! To jest zdrowe, to jest świeże. Ze świeżością ma też związek oświetlenie jasne. Jeśli są oświetlone warzywa, owoce pięknym jasnym światłem, ale ciepłym światłem, ale to jest też barwa. Wiem, że jest kolor światła, który używa się przy warzywach, owocach, żeby one wyglądały na bardziej świeże. Jeżeli jeszcze dodatkowo owoce, warzywa są ułożone na ladach chłodniczych, które utrzymują je w odpowiedniej temperaturze, to te owoce, warzywa mogą być droższe, bo one są postrzegane jako bardziej ekskluzywne, a np. mięsa, nie wiem czy wiesz, oświetlane są światłem czerwonym, podkreślającym tą czerwień, nasycającym, pokazując, że jest to takie krwiste, że ja mięsożerca muszę zaraz kupić to mięso.

Oświetlenie, które jest w ladach chłodniczych, ono ma lekką poświatę niebieską, też nie pamiętam jaka to jest barwa, sama też w lokalu kupowałam odpowiednie świetlówki,inne do witryny z ciastami, inne do witryny z lodami, też o odpowiedniej poświacie, jedne chłodniejsze, drugie cieplejsze, żeby podkreślały kolorystykę - jedna ciast i deserów, a drugie owoców, którymi były dekorowane lody.

Chyba każdy sprzedawca stosuje jakieś sztuczki, te akurat hipermarkety mają ich tyle, że to aż po prostu ciężko zapanować nad wszystkimi odruchami, które się nam uruchamiają. Pod wpływem tych impulsów wysyłanych przez mądrze zorganizowanych sprzedawców i działy zajmujące się tym oczywiście. Co jest smutne, to to, że w 60% na decyzję o zakupie danego produktu, wpływa opakowanie. Zwrócić uwagę, na to po co sięgasz, bo jest ładne szeleszczące opakowanie sałaty, czy ja na pewno potrzebuję tą sałatę już poporcjowaną, bo ona ma krótszą datę przydatności, jeśli nie zużyjesz w ciągu 2-3 dni, to pewnie ją wyrzucisz. 

Zwykła sałata - musisz ją wsadzić do reklamówki, w domu poporcjować, umyć, ale masz ją przez tydzień lub półtora, jeśli ją dobrze przechowujesz. Opakowanie, na którym są ładne rysunki, narysowane listki, jest napisane, że to świeżość fit, to opakowanie robią projektanci, którzy wiedzą jak to wykonać, abyśmy po ten produkt sięgnęli, mimo że on w środku jest brzydki. Na przykład groszek z marchewką jest po prostu brzydki przygotowany, ale jeśli ma ładne opakowanie, to wiadomo.

Podsumowując, kiedy idziemy do marketu:

- Po pierwsze idź z listą zakupów. Przygotuj ją wcześniej, bo szkoda by było wrzucać do wózka cokolwiek. Jeśli masz listę, która opiewa na 5 produktów, a nie 20. Warto przy tym pamiętać, aby robić zakupy raz w tygodniu. Nie rób zakupów za często, ponieważ jest prawdopodobieństwo, że złapiesz się, na którąś z tych sztuczek stosowanych na nas. Lepiej chodzić rzadziej po większe zakupy, ale jeśli już musimy iść po mniejsze zakupy to weźmy sobie koszyk zamiast wózka. Koszyk musimy nieść, więc nasze lenistwo włącza się za każdym razem, jak trzeba wrzucić jeszcze jeden produkt do tego koszyka. W końcu ten koszyk ciągnie nas w dół i zastawiamy się, czy faktycznie ten sok jest nam potrzebny. Jeśli weźmiemy wózek, chociaż właśnie te wózki są specjalnie takie duże. Zwróćmy uwagę, że pewne sieci marketów z niebiesko-żółtym logo miały mniejsze wózki. Teraz ich wózki są dużo większe. Jest to specjalny ruch, po to, abyśmy więcej produktów wrzucali do takiego wózka. Ich uchwyty są tak wspaniale wyprofilowane, że nic tylko brać ten wózek i chodzić między tymi regałami i zgarniać do środka dużo produktów. Jak idziemy na zakupy to bierzemy listę, trzymamy się jej i nie wychodzimy po za nią! Nawet jeśli wydaje Ci się, że jest to potrzebne - to wymaga treningu. Nawet jeśli myślisz, że jedna rzecz nie robi różnicy, to policz sobie w skali miesiąca czy nie wyjdzie tego więcej niż stówka. W skali roku jakby to dodać, to jedna osoba na wakacje może pojechać spokojnie. Właśnie za tę kwotę, która się uzbiera po dodaniu wszystkich produktów, których tak naprawdę nie potrzebujemy, ale wpadły do koszyka, bo któraś z tych sztuczek zadziałała i poddaliśmy się manipulacji. Ja też się jej poddaje, mimo że walczę z tym ostro. Nawet całkiem mi się to udaje. 

- Po drugie: jak wchodzisz do marketu, to szukaj tanich miejsc na półkach, czyli na dole. Są tam produkty, które są brzydsze i tańsze. Producent nie musi płacić tyle za półkę, bo ona jest po prostu tańsza. To są te półki albo wyższe, albo niższe jeśli chodzi o wzrok. Tam mamy tańsze produkty. Znajdują się one też na końcach regałów lub ich brzegach. Jeśli bierzesz produkt, przy którym data ważności jest ważna, tak jak w większości produktów, to nie bierz pierwszych produktów. Jak zajrzysz przy nabiale czy przy produktach, które trzeba zjeść szybciej, w głąb półki i zobaczysz piąty i szósty produkt z kolei to on ma o wiele dłuższą datę przydatności. Wiem, że robi to wiele ludzi, ale jeśli o tym nie wiedziałeś to możesz pogrzebać w półkach. Nikt nie może tego nam zabronić, to nasze święte prawo. Często się zdarza, że jest naprawdę dłuższa data przydatności na przykład jogurtu.

Dlaczego tak jest?

Mówiłam o tym, w którymś z podcastów Fifo, czyli zasada, że co pierwsze przyjdzie pierwsze do sklepu to pierwsze musi być sprzedane. Nowoprzychodzący produkt daje się na tył. Sprzedawcy układają go na tył, po to, aby później tylko przesunąć wszystko do przodu, jak znikną przednie produkty. Jest to logiczne i jest to jedna z zasad zachowania świeżości produktu. Ty się nie musisz na nią łapać, tak po prostu. W lokalu też mieliśmy klientów, którzy przychodzili i wybierali, który deser chcą. Nie mogłam odmówić mówiąc, że muszę ten sprzedać jako pierwszy. Klient chciał to podawałam i już. 

- Nie łap się na degustacje i na śliczne hostessy. Też kiedyś byłam jedną ze ślicznych hostess i łaziłam w jakiś durnych ciuchach, albo przebrana za misia, albo w wielkiej czapce kucharskiej sprzedawałam zupki chińskie do degustacji. Działało to tak, że ludzie pakowali całe opakowania po 30 sztuk. Degustacja, szczególnie nowych produktów. Działa, jak ktoś przechodzi. A im milsza hostessa lub ładniejsza, tym większe prawdopodobieństwo, że weźmiesz ten produkt, bo chcesz, aby myślała, że dobrze pracuje. Nam się taka wdzięczność uruchamia w głowie, że to, że dostaję kawałek czegoś, to spytam skąd mogę to wziąć i kupujemy to. Łapiemy się też na to. Dziękuj z uśmiechem. Nie potrzebujesz tego kawałka kiełbasy, której wcale nie chcesz kupować, bo jest przesolona i naładowana wszystkim, co nie jest pochodzenia zwierzęcego albo co jest przemielonym odpadem. 

- Gdy kupujesz coś co ma świetną cenę, zastanów się, czy na pewno potrzebujesz takie duże opakowanie. Ja, na przykład, kupuję duże opakowania suszonej pietruszki, czy prażonej cebuli, ale wiem, że to zużyję. A gdy masz, na przykład, opakowanie przypuśćmy, że kosztuje 3 zł za kilogram, ale możesz kupić 5 kilogramów za 7 zł, czyli opłaca Ci się po byku, czyli musisz to wziąć, bo widzisz, że tyle oszczędzisz. Tylko faktycznie jak coś takiego kupujesz to zastanów się, czy coś takiego zużyjesz. Kupisz taniej, a wyrzucisz połowę, bo nie zdążysz tego zużyć. Chyba, że się tym podzielimy. 

Tu jest kolejna sztuczka, którą stosuje dużo osób. Kupujemy coś w dużym opakowaniu, ale wiem, że się tym podzielę. Ja, na przykład, kupuję takie 5 litrowe magi, która jest zdrowsza, bo jest bardziej eko, ale dziele się tym z mamami. Każda weźmie po litrze, zostanie mi 3 litry i wiem, że te 3 litry zużyję w 3 miesiące. Tutaj akurat nie ma się co zepsuć, ale w ten sposób niektóre zakupy robię. Zamawiam też olej w świetnej firmie, która się nazywa Skolej - mają przepyszne oleje rzepakowe, ale zamawiam 15 litrów i też się tym olejem dziele. Wiem, że on nie zjełczeje, nie zepsuje się, chociaż też ma długą datę przydatności. Chociaż nie tak długą jak te oleje przemysłowe, bo jest robiony bardziej tradycyjnie, więc nie ma, aż tak długiej daty przydatności. Robię te zakupy na spółkę i jest to dobry sposób. Wiele osób tak robi, tylko to się sprawdza przy dużych zakupach. Właściwie to bym dziś na tym zakończyła.

Podsumowując, bardzo Cie proszę - zajrzyj do tego kursu "Obiadowa Królowa Kuchni", postaraj się przejrzeć wszystkie kroki po kolei - jest ich 16. Niektóre trwają naprawdę krótko, a niektóre zawierają w sobie więcej audycji, typu podcast, jak na przykład o minimalizmie w kuchnie, gdzie mówię, że warto powyrzucać dużo sprzętów i o tym jak się dajemy wkręcić w kupowanie sprzętów kuchennych, które są nam "niezbędne" do szczęścia.

Jeśli możesz to przerób wszystkie etapy, łącznie z etapem o lodówce, który jest odrobinę obrzydliwy, ale też zgłaszają mi ludzie, że otworzyły im się oczy, na przykład na uszczelki i na to co jest pod dolną szufladą, albo na to co się dzieje na półce z mięsem. Sugestywny jest tytuł odcinka, ponieważ brzmi Zombie w lodówce. Do tego też Cię odsyłam.

Zrób ten kurs, przejdź przez niego, wydrukuj sobie przepisy, spróbuj pogotować w ten sposób, ale najpierw przygotuj się wraz z tym kursem do tych kolejnych kroków, aby one Cię usystematyzowały i poukładały życie w kuchni. Rozumiem, że możesz być świetny w kuchni, ale na pewno znajdzie się sfera tego miejsca, którą można by udoskonalić. Czemu tego nie zrobić, skoro można dzięki temu odzyskać większy spokój w kuchni i spowodować, że coś się nie zepsuje i nie będziemy musieli wyrzucać jedzenia, bo to jest grzech. Jakkolwiek by rozumieć grzech, to to jest grzech, bo są ludzie, którzy cierpią na brak jedzenia. 

Zapraszam Cię do kolejnego podcastu. Przypuszczam, że przejdę w tryb co dwa tygodnie, choć ciągnie mnie do robienia podcastów bardzo. Nie wiedziałam, że ze mnie taka gaduła, ale to tylko w Internetach. W życiu codziennym jestem bardziej oszczędna w słowach. I znowu odbiegłam od tematu. 

Ruszaj na zakupy, weź listę, miej tę listę przy tyłku i rób zakupy według tej listy. Postaraj się myśleć o tych parunastu rzeczach, o których mówiłam tutaj, czyli robieniu nas w bambuko przez sprzedawców w marketach. Właściwie przez działy, które są od robienia nas w bambuko. Rób te zakupy z głową i rozsądnie. Analizuj te wszystkie sztuczki, które są na nas wykorzystywane. 

Jeśli możesz, to daj mi znak, że tego słuchaliście. Wpadnijcie, napiszcie komentarz, albo na Facebooku udostępnij ten podcast. 

I co? I stałe hasło.

Niech moc będzie z nami - Gastrofilami! 

No to cześć! 

Pa!

Ruszaj na zakupy! Z głową!

I nie daj się zrobić w bambuko! 

Dodaj komentarz