fbpx

Wschodnie smaki – podsumowanie – podcast nr. 15

- Brak komentarzy
wschodnie smaki - podcast

W dzisiejszym odcinku podsumowuję miesiąc wschodnich smaków, które królowały na stronie gastrofilka.pl
Chcę Cię też zaprosić do bezpłatnego wyzwania w ramach tego miesiąca:

DOMOWY SUSHIMASTER

Wyzwanie rusza 2 go marca 2019 i potrwa trzy dni.
Skręcimy sushi maki i zrobimy nigiri, oraz siedem przystawek.
Powiem Ci sporo o sushi i tym, jak spolszczyć tą wschodnią potrawę.

Jeśli wolisz czytać - transkrypt nagrania w przygotowaniu

Witam Cię.
Monika Gastrofilka
– gastronom z dwudziestoletnim stażem, który jeszcze całkiem niedawno prowadził lokal gastronomiczny.

W tej chwili zamknęłam ostatni z lokali, a swoją wiedzę wpuściłam w eter – między innymi w ten właśnie podcast.

W dzisiejszym podcaście chciałabym pomówić trochę o gotowaniu we wschodnich smakach.

Dlaczego będę mówić o smakach wschodu?

A dlatego, że cały miesiąc marzec na stronie gastrofilka.pl upłynął pod znakiem przepisów we wschodnich smakach. Takiego gotowania.

Dlaczego akurat kuchnia wschodu?

Bo jest zdrowa.

Wschodnia medycyna traktuje jedzenie, jak lekarstwo, które podnosi czi organów, którym brakuje energii, i dostarcza ją właśnie przy pomocy pożywienia..

Według medycyny wschodniej pożywienie jest najważniejszym źródłem poboru energii.

Zaraz za nim jest oddech. I np. oddychanie daje nam 30 procent energii. Dlatego też jedzenie umówmy się musi pięknie pachnieć. Smak zapewnia resztę powodzenia potrawie, ponieważ pożywienie dostarcza 70 procent energii. Oczywiście musi ono być odpowiednio zbilansowane.

Pozostałe doznania, to te wizualne, ponieważ jedzą również oczy. Udowodnione jest, że piękny wygląd jedzenia związany jest z pobudzeniem naszego trawienia.

Dlaczego kuchnia wschodu?

Ponieważ jest prosta.

Jeśli zajrzysz na stronę gastrofilka.pl, bądź już gotujesz według tych przepisów, lub brałeś udział w wyzwaniu Wschodnie Smaki, które miało miejsce pod koniec lutego, to na pewno zauważyłeś (wiele osób sygnalizowało mi to odkrycie), że tam się operuje tylko czterema smakami.

A jest ich sześć: słodki, słony, ostry, kwaśny, cierpki i gorzki, którego stosuje się najmniej.

Tak naprawdę, jak wgryziesz się w przepisy i zaczniesz gotować, to stwierdzisz to samo.

Smakami operuje się w ten sposób, że raz daje się więcej słodkiego i kwaśnego i wtedy wychodzi ów słodko-kwaśny, innym razem mniej słodkiego, a więcej sosu sojowego i powstaje sos ostry i cięższy.

Zajrzyj do smaków na stronie gastrofilka.pl, bo przepisy są bardzo uproszczone, o czym będzie za chwilę. W ten sposób przekonasz się a nawet zdziwisz, że są to nieliczne przyprawy.

W naszej kuchni jest ich o wiele więcej.

Nie wiem, jak Ty, ale ja wychowałam się w przekonaniu, że bez mięsa nie ma jedzenia a obiadu to już na pewno.

A charakterystyczne dla kuchni wschodu jest to, że nie zawiera ona zbyt dużo mięsa.

Jeśli już, to jest to w większości mięso ryb, owoców morza lub drobiu. U nas akurat ciężko temu sprostać. Nie mamy takiego dostępu do wody, do której możesz sięgnąć i wyłowić coś świeżego. Nie zaliczam do tego wielkich aglomeracji

Kuchnia wschodu tak właśnie wygląda. Tu polecam oglądanie filmów streetfood nagrywanych przez turystów, które pokazują, jak wygląda przyrządzanie jedzenia na ulicy, przygotowywane w straganikach na 2, 3 wokach.

Jakie to barwne, piękne i szybkie gotowanie. Najczęściej są tam owoce morza.

Załączę link w podcaście z któregoś filmu o streetfoodzie wschodnim { koreańskim czy japońskim }.

Widać tam, że te produkty są żywe. Wyjmowane bezpośrednio z pojemników lub akwariów, zabijane na oczach klienta, patroszone, czyszczone, płukane wielokrotnie.

Jest to trochę makabryczne, ale dzięki temu klient jest pewien, że towar jest świeży.

U nas to nie do zrealizowania. Można kupić mięso w miarę świeże, ale jest ono przywożone, przechowywane w lodzie, więc taką świeżość ciężko zapewnić.

Kolejna cecha charakterystyczna kuchni wschodu to to, że jest ona bardzo, bardzo smaczna.

Smaki są bardzo wyraziste i właśnie tymi czterema smakami operujemy.

Balansujemy raz w jedną drugi raz w drugą stronę i dzięki temu uzyskujemy kontrastowe smaki, a warzywa nie są rozgotowane. Są chrupkie. Zresztą są one podstawą tej kuchni oprócz ryżu i makaronu ryżowego.

Jest to bardzo świeża a na dodatek piękna kuchnia. Bo kolorowa.

Bo dzięki temu, że warzywa nie są rozgotowane - nie tracą barwy.. Są one ledwo podgrzane i pozostają chrupkie. Nie tak, jak u nas w rozgotowanych gulaszach warzywnych.

Jeśli poobserwujesz potrawy, które gotuję na livach i poza nimi, gdzie pokazuję na filmach, jak je przygotować, to widzisz, ,ze wszystko tam jest chrupiące bo nawet ja tam chrupię, żeby było słychać, że jedzenie jest prawdziwe. Np. papryka ledwo muśnięta temperaturą, co widać i słychać.

Następnie: dlaczego ta kuchnia jest piękna? Bo jest pięknie podana.

Tam podaje się w osobnych porcjach. Nie tak, jak u nas w sposób europejski, że na talerzu są trzy kupki przykładowo: ziemniaki – mięso - surówka. Nie. U nich podaje się w przynajmniej trzech osobnych naczyniach, a Ty konsument {jedzący} masz sobie nabierać po trochu wszystkiego.

Jedzenie spożywane jest czasami palcami, ale przeważnie pałeczkami, co wiąże się z małymi porcjami. Je się wolniej i łatwiej się smakuje te smaki. Masło maślane, ale tu pasuje.

Jest też piękna, ponieważ na osobie, której podajesz jedzenie, robi ono ogromne wrażenie swoją egzotyką, zapachem i niecodziennym wyglądem.

A wbrew pozorom przyrządzanie go jest naprawdę łatwe. Niby tak nie wygląda, ale jeśli pogotujesz

chwilę, przerobisz kilka przepisów – stwierdzisz to samo.

Po miesiącu z gotowaniem wschodu, jaki ja mam za sobą osoby, które ze mną gotują używając owych przepisów poprzez stronę dziwią się idąc do knajpek w sieciówkach i marketach, że tak naprawdę wszystkie potrawy są banalne, bo operują wokół niewielkiej ilości składników i niewiele się od siebie różnią.

Ta kuchnia jest też świeża i orzeźwiająca, bo składniki są świeże i tu mam na myśli nie tylko ryby czy owoce morza, ale również warzywa, których nie zabijasz temperaturą. Nie tracą witamin, bo powtarzam: one są muśnięte temperaturą.

Cechą tej kuchni jest spożywanie ciepłych potraw, aby zimną potrawą nie odbierać własnemu ciału energii, którą to ciało musiałoby zużyć na podgrzanie jedzenia.

Wtedy nasze che się odpowiednio ładuje.

Już wspomniałam, że jedzenie jest chrupkie i orzeźwiające smakami warzyw i sosów, których całkiem sporo znajdziesz na stronie gastrofilka.pl. Sosów bardziej lub mniej kwaśnych, słodkich, kwaśnych, cięższych lub piekielnie ostrych. Ostrych właściwie nie preferuję i takich unikałam w przepisach. Jeden lub dwa z dodatkiem więcej czosnki lub chili ale tylko, aby pokazać, że tak też można. Ogólnie łagodziłam smaki.

Ta kuchnia jest również bardzo elastyczna.

Obejrzyj kilka livów, które prowadzę w każdy piątek { staram się trzymać godz. 13.00} Przygotowania do nich są długotrwałe, bo gotuję na 2 palnikach i robię niemniej, niż 2 potrawy chcąc pokazać zarówno potrawy dla wegetarian i „mięsożerców” żeby każdy wybrał coś dla siebie.

W tych wszystkich przepisach pokazuję, że świetnie można zastępować jedne składniki – innymi.

Warzyw, które masz w lodowce możesz używać zamiennie albo równocześnie, jeżeli akurat chcesz je zużyć.

To samo z mięsem. Pokazuję potrawę – zupę z mintaja. A jeśli zastąpisz go mięsem z indyka to nazywam to zupą z cyca indorka.

Można ograniczyć ilość dolanego płynu { ja preferuję rosół, buliony warzywne lub mięsno - warzywne ale może być woda} i wtedy masz gulasz zamiast zupy. Podajesz z ryżem lub makaronem. Powtarzam: przepis jest genialny i się sprawdza nawet u osób, które kompletnie nie mają pojęcia o kuchni i stwierdzają, że dla nich jest to czarna magia mimo dobrych chęci. .

Nagle po zastosowaniu tych przepisów stwierdzają, że gotowanie nie jest skomplikowane.

O co chodzi z tą elastycznością?

Staram się we wszystkich przepisach zastępować przyprawy.

Do przygotowania potraw nie trzeba mieszanki suszonych warzyw kiszonych, które u nas są nieosiągalne. I tak np. pastę z kiszonej papryki {nazwy nie pamiętam} można zastąpić zwykłą suszoną papryką z domieszką naszej krajowej pasty pomidorowej.

W sumie tak staram się gotować i pokazywać gotowanie, żeby użyte były nasze lokalne produkty, bo tak jest najzdrowiej – jeść to, co rośnie tam, gdzie żyjesz.

Kolejna sprawa z elastycznością kuchni wschodniej to to, że nie wymaga ona specjalistycznych przyrządów czy urządzeń. Nie musisz mieć wspaniałego woka, bo spokojnie zastąpisz go garnkiem

lub patelnią a potrawa wyjdzie taka sama. Tylko ktoś bardzo wyczulony na niuanse smakowe zauważy różnicę ale ja pokazuję gotowanie osobom, które chcą nabyć biegłości, a nie tym które ją już posiadły. To ma być nieskomplikowane – czego nie lubię.

Pracyjąc w lokalu właśnie na tym bazowałam. Starałam się, aby potrawy były jak najprostsze zrobione szybko, bo inaczej klient by się zniecierpliwił, gdyby miał czekać na potrawę .pół godziny i wyniósłby się do lokalu obok, bo tam szybciej. Każdemu dziś się spieszy. Taki jest nasz świat.

Nie musi więc być wok, nie trzeba mieć tasaka. A ktoś, kto powie: jak ty chcesz gotować wg wschodnich smaków to powinnaś mieć tasak. A wystarczy ostry nóż i nim pokroisz całe to jedzenie bez tej pięknej oprawy. Chciałabym mieć np. chińskie noże, ale wiem jaka jest ich cena. Może kiedyś.....

Nie musisz też jeść pałeczkami bo nie lubisz, nie umiesz albo Ci się nie chce tego uczyć. Równie możesz jeść palcami, widelcem albo łyżką. Bez tego wszystkiego da się gotować wg wschodnich smaków i to zjeść.

A np. mata bambusowa do sushi? Można się bez niej obejść i zrobić sushi nawet na kilka sposobów. Jeden z nich pokażę w najbliższym wyzwaniu, o którym będzie później.

Następny plus: kuchnia wschodu jest błyskawiczna. Poza skrojeniem w pałeczki marchewki, które trwa najdłużej, większość warzyw kroi się jakoś. Potem na rozgrzaną patelnię z olejem. Krótka obróbka, które nie zabije witamin, jedynie podgrzeje składniki powodyje, że przyrządzenie jest błyskawiczne.

Podczas wyzwania, które trwało trzy dni, { a więcej tam było gadania o przygotowywaniu niż samo gotowanie} ugotowanych zostało kilkanaście potraw. Były to trzy godziny lifów w tym mniej niż połowa przeznaczona na gotowanie, a jedzenia było naprawdę dużo. W tym trzy desery. Polecam.

Dla nas europejczyków przyprawy kuchni wschodu { np. kuchni koreańskiej} są zbyt ostre. My nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak pikantnego jedzenia, co wynika nie tyle z kultury, co z klimatu.

U nas nie jest tak gorąco i mokro jak na wschodzie, gdzie jest dużo więcej pasożytów , które właśnie przyprawami { podobnie w kuchni meksykańskiej} zabija się w naszym organizmie.

Nasza wątroba i trzustka mogłyby ucierpieć i dlatego podczas gotowania ze smakami wschodu ograniczałam przyprawy podawanych w oryginalnych przepisach .Dotyczy to chili.

Jedynie podczas jednego lifa użyłam takiej ilości czosnku, jaka była w przepisie oryginalnym.

I okazało się, że za dużo.

U nas je się łagodniej dlatego większość przepisów jest złagodzona czyli niewielkie ilości chili i czosnku. Poza tym oprócz tego upraszczam przepisy i zastępuję trudne do zdobycia przyprawy – naszymi lokalnymi. Są przyprawy, których nazw nie będę podawać,

Są przyprawy, wodorosty czy makarony, których u nas po prostu nie zdobędziemy. A jeśli nawet, to rzecz nie polega na tym, że do obiadu będziemy się przygotowywać dwa dni, tylko mając nasze przyprawy używane na co dzień i takie składniki, jak pastę pomidorową, cebulę, czosnek i paprykę czy szczypiorek lub dymkę potrafimy „poskładać” z tego pyszny obiad we wschodnim stylu kierując się właśnie tym balansowaniem pomiędzy przyprawami i zastępując naprzemiennie warzywa.

Na przykład: kiełki moon nie zawsze są dostępne {chociaż taki przepis podałam w wyzwaniu, gdyby ktoś coś takiego chciał sobie przyrządzić} lub gdy nie używasz świeżej z nazwy trawy cytrynowej nietaniej zresztą, to powoduje, że dania są tańsze. Dodajemy soku cytrynowego lub octu.

I tak właśnie cały miesiąc pod gwiazdą wschodnich smaków , udowodnił niejednej osobie korzystającej z tych przepisów, że kuchnia wschodu jest łatwa.

Nie twierdzę, że cała i wszystko, ale to, czego używałam w ciągu tego miesiąca udowodniło niejednej dziewczynie{akurat one dawały mi sygnały}, że faktycznie większość składników jest zastępowalnych, kroić można wszerz , wzdłuż i w poprzek ,,,, i wychodzi.

Nie trzeba się kurczowo trzymać przepisów. No i jest tanio.

Warzywa, niewielka ilość mięsiwa i sosy znacznie obniżają koszty potraw i przyspieszają ich wykonanie.

Wiele słuchaczek powiedziało, że to skomplikowanie wschodniej kuchni było złudzeniem. A dzięki

tej próbie uwierzyły we własne zdolności kulinarne i już mniej boją się gotować.

I o to chodziło.

To był jeden z moich celów – pokazać, że bardzo dużo robi się oprawy wokół gotowania i również w podawaniu przepisów w licznych programach kulinarnych czy książkach kucharskich co mnie

doprowadzało do szału tysiącami przypraw tysiącami podpunktów do spełnienia w trakcie gotowania a nie wiedziałam, który z mogę ominąć.

Ja w przepisach mówię wyraźnie o dowolności wykonania {możesz lub nie musisz}, żeby maksymalnie ułatwić gotowanie z tego, co masz w lodówce.

Po miesiącu gotowania we wschodnich smakach powstał kurs z tych przepisów.

A teraz mam przyjemność zaprosić na wyzwanie, które nazywa się: Domowy sushimaster.

To będzie kolejny kamyczek do ogródka pokazujący, że jest on naprawdę łatwy do uprawy.

Ze te wszystkie sushimaki czy nigiri to tak naprawdę nic trudnego – robisz kulkę, smarujesz chrzanem ,wasabi, nakładasz rybę sos, który wykombinowałam, a który podnosi walory smakowe

nigiri.

To, co jest oprawione otoczką niedostępności jest proste.

Jakoś my gastronomowie [bo gastronomem zostaje się na całe życie} musimy prowadząc lokale motywować cele .Nie można powiedzieć klientowi, że płaci również za obsługę, czynsz lokalu za różnorakie koncesje i ponoszone opłaty dlatego to sushi jest takie egzotyczne A tak naprawdę ono nie jest egzotyczne, co chcę udowodnić podczas tego wyzwania. I z tego powodu również nagrywam ten podcast.

Żeby dotrzeć do kogoś, kto być może weźmie udział w wyzwaniu Domowy sushimaster.

Przyjdzie w środę o godz. 13 tej – wcześniej zapisze się na wyzwanie, wejdzie na facebooka, mojego fanpaga odpali liva i zobaczy skręcanie maców – cieńszych, grubszych, robienie nigiri, robienie prostych przystawek, których planuję siedem {ile zrobię – zobaczymy}.

I być może kolejną imprezę, na którą zaprosi rodzinę czy znajomych zrobi pod gwiazdą sushi, którego wykonanie wydaje się bardzo trudne.

W ramach uśmiechu nad sushi powiem, że uczyłam robienia kilka osób w tym dzieci własne i znajomych. Wyszło świetnie.

Uczyłam również koleżankę w pracy – na sucho akurat w toalecie, tak wyszło.

Dziewczyna kupiła pudełko startowe {matę bambusową, pałeczki sos do ryżu, sos sojowy, sam ryż i nori}a ja pokazywałam, jak się skręca sushimaki bez ryżu . Kaśka po nauce stwierdziła, że to jest proste. A potem narzekała, że po co się uczyła, bo teraz rodzina ciągle upomina się o sushi.

Powiedziała im, że składniki są bardzo drogie, te wodorosty i ryba itd. Rodzina nie wnikała bo nie dociekała kosztów więc udało jej się ograniczyć robienie do jednego raza w miesiącu, co jest niezłym wynikiem dla osoby, która poznała temat na sucho.

Kończę więc zaproszeniem właśnie na wyzwanie: Domowy sushimaster.

Podam oczywiście link do podcastu, pod któr m można się zapisać.

Później można mieć dostęp do przepisów, bo będą dodane do kursu Wschodnie smaki, w którym przepisów będzie przybywało w trakcie mojego gotowania na stronie.

Jeśli weźmiesz udział w tym wyzwaniu, będziesz mieć dostęp materiałów, których też będzie przynajmniej trzy godziny, a ilość przepisów będzie się powiększała, bo nie wyobrażam sobie, żeby nie jeść sushi po skończeniu wschodniego miesiąca, a zacznie następny.

A co będzie w kolejnym miesiącu?

To będą : Smaki włoskie.

W tym temacie będzie również wyzwanie, ponieważ uwielbiam gotowanie masowe w dużych ilościach jedzenia na wizji.

W wyzwaniu włoskich smaków będę robić min. pizzę – kolejny hit, który serwuję podczas wszelakich imprez domowych. Jest to wręcz filar imprezowy.

Nadchodzi kwiecień – wiem, że święta i jajka, ale to nic. Pizza pasuje zawsze.

I tym pizzowym akcentem kończę dzisiejszy podcast i zapraszam na kolejny.

Mam nadzieję, że będzie się to odbywać już regularnie – raz w miesiącu.

Przypominam – Włochy i włoskie smaki. Wraz z podsumowaniem całego włoskiego miesiąca.

I stałe hasło na koniec: Niech moc będzie z nami – gastrofilami, kuchareczkami, kucharzami.

I konsumentami. Zapraszam. Cześć. Smacznego .

Trochę makabryczny film, więc odradzam jedzenie podczas

Dodaj komentarz