Zaproszenie na WYZWANIE – POSIŁKI NA WYNOS

- Brak komentarzy

W tym krótkim podkaście mówię o paru istotnych sprawach związanych ze zmianami jakości jedzenia, do którego mamy obecnie dostęp.

Zapraszam Cię w nim również do BEZPŁATNEGO WYZWANIA - DANIA NA WYNOS.

WIĘCEJ INFORMACJI O WYZWANIU ZNAJDZIESZ PO PRZYCIŚNIĘCIU W PONIŻSZY PRZYCISK.

Tam też zapiszesz się na listę osób, które otrzymają książeczkę PDF do wydruku

 

- wersja do czytania -

Cześć, tu Monika Gastrofilka, czyli gastronom z dwudziestoletnim stażem, który teraz zebraną wiedzę przekazuje dalej, ucząc kobiety prostego i ekspresowego gotowania posiłków i oszczędzania pieniędzy wydawanych na jedzenie dzięki niemarnowaniu i zaplanowaniu zakupów.

W dzisiejszym odcinku chcę Ci zwrócić uwagę na wagę tego, jak się przygotowujesz do... jedzenia.

Kiedyś było inaczej…

Dawno dawno temu, gdy większości z Was nie było jeszcze na świecie, w naszym pięknym kraju na sklepowych półkach nie było prawie NIC. Panowała na nich pustka i hulał wiatr, a gdy ktoś dostał w prezencie od wujka z zagranicy puszkowany napój, lub coś w reklamówce plastikowej, to puszkę dodawał do swojej bezcennej kolekcji, a tą umieszczał na szafce tak, by była widoczna dla każdej odwiedzającej go osoby.

Podobnie rzecz miała się z reklamówkami. Te myło się płynem do naczyń, by po wysuszeniu używać do momentu jej potargania, lub starcia się napisów.

Nie było pakowanych w plastik produktów, a po zakupy szło się z materiałową, lub rozciągliwą sznurkową siatką.

Cóż za paradoks naszych czasów nadszedł 🙂

Teraz każdy produkt, kilka plasterków sera czy wędliny, warzywa, owoce, mięsa i właściwie większość produktów pakowana jest w plastik. Pomyśl o pierwszym lepszym markecie. Jak pakowane jest surowe mięso? Jak dba się o naszą wygodę, byśmy nie upaprali sobie siatki na zakupy wyciekiem z mięsa.

Bardzo powoli, niestety zbyt wolno zaczyna się budzić świadomość w nas ludziach, jak bardzo zabójcze dla planety i naszego zdrowia (czyt. życia) jest taki przemysłowy tryb odżywiania się. Ziemia tonie w odpadach, które to przeżyją większość z nas ludzi. My stajemy się coraz bardziej schorowanym społeczeństwem dzięki temu, że weszliśmy do tzw. Europy ze wszystkimi jej dobrodziejstwami, ale niestety również i z całym żywieniowym chłamem.

Rozmawiałam ze znajomą lekarką i ta podzieliła się takim spostrzeżeniem:

Kiedyś oddział gastroenterologii był praktycznie pusty. Teraz to najbardziej obłożony pacjentami oddział. Wszystko przez zmianę nawyków żywieniowych. Ludzie jedzą dużo gównianego, gotowego żarcia i takie efekty.”

Tak, wiem, przekleństwo, ale gotowych, paczkowanych w plastik posiłków nie można nazwać jedzeniem. To są śmieci dla organizmu, z utylizacją których ten po pewnym czasie nie daje sobie rady.

Jasne, że gdy masz lat dwadzieścia parę, to Twoje bebechy zniosą praktycznie wszystko. Możesz zjeść pół kilo monet i popić je olejem napędowym, a Twój żołądek to strawi. Jeśli jednak będziesz się tak odżywiał regularnie, rozchorujesz się i już nie zutylizujesz toksyn.

Dbałość o to co wkładasz do ust, a co później nawozi Twoje ciało jest niczym maraton. Długofalowe działania na rzecz zaśmiecania ciała wyniszczają organy, zaciemniają myślenie, przyczyniają się do pogromu, którym jest depresja. Jeśli dbasz o jakość posiłków, zbierzesz tego plony w postaci zdrowego ciała, dobrego samopoczucia i może na tym zakończę.

Wystarczy złych informacji, bo nie mówię tego po to, by Ci popsuć samopoczucie. Przygotowałam dla Ciebie coś, co pomoże Ci wyrwać się z żywieniowego bagienka.

Mocne słowa, ale gdy robię zakupy i widzę gotowce typu naleśniki, placki, albo „kompletne” trzyskładnikowe zestawy obiadowe, które ludzie wrzucają do koszyków, to mam ochotę nimi potrząsnąć i krzyknąć – CZŁOWIEKU! PRZECZYTAJ ETYKIETĘ! PRZECIEŻ TO SAMO GÓWNO!

I znowu przepraszam za „brzydkie słowo”, ale nie odnajduję bardziej odpowiedniego.

Tak więc chcę Cię zaprosić do bezpłatnego wyzwania, w którym to pokażę Ci jak szybko w kilka, do kilkunastu minut przygotować sobie pyszne jedzenie NA WYNOS.

Tak też nazywa się to wyzwanie – JEDZENIE NA WYNOS

Dlaczego czuję się uprawniona do nauczania?

Przez dwadzieścia lat prowadziłam lokale gastronomiczne i karmiłam ludzi zawodowo. Uczyłam przy tym dziewczyny, które przyjmowałam do pracy. Uczyłam je wszystkiego, od prawidłowego trzymania noża, krojenia cebuli, przechowywania produktów spożywczych, po puchary lodowe, naleśniki, kawy, drinki i… dużo by wymieniać. Łatwiej chyba powiedzieć czego nie uczyłam 🙂

To wyzwanie jest przedsmakiem i próbką tego, co przygotowałam dla moich Kursantów.

Jestem tuż przed premierą kursu OBIADOWA KRÓLOWA KUCHNI.

Kiedyś był to kurs bezpłatny, ale po pewnym czasie go wycofałam i zaczęłam bardzo intensywne prace nad nim. Trwały rok i w tej chwili jest to rewolucyjna metoda odmienienia własnej kuchni i przekształcenia jej w „domową gastronomiczną linię produkcyjną” 😉

Linia produkcyjna w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Po prostu szybko, smacznie i bez wysiłku.

Takie opinie otrzymuję od dziewczyn, które biorą udział w organizowanych przeze mnie wyzwaniach, bądź uczą się ze mną na gastrolajwach


Od kilku dni korzystam z przepisów i to jest właśnie to, czego od dawna szukałam, żeby ogarnąć swoje gotowanie. Lubię gotować, ale nie mam zbyt wiele czasu, w dodatku wiele przepisów zawiera wiele skomplikowanych składników. Albo potrawy, którymi nie najedlibyśmy się na obiad. Dla mnie na przykład sama zupa to za mało. Jestem zdecydowanym mięsożercą.
Jestem zachwycona, bo mięso w marynacie jest przepyszne. Mąż zachwycony, dwuletni synek też się zajadał. Możliwość trzymania pokrojonego mięsa w lodówce przez kilka dni i tylko wrzucania go na patelnię w takiej ilości w jakiej potrzebuję to coś, co mi bardzo ułatwia życie. W ogóle idea przygotowywania sosu do sałaty czy mieszanki przypraw w większej ilości jest z jednej strony bardzo prosta, z drugiej - nie wiedziałam, że niektóre rzeczy można tak długo przechowywać!

I to właściwie kwintesencja tego, czego uczę w kursie, na wyzwaniach i w poniedziałkowych gastrolajwach.

Po pierwsze musisz ogarnąć swoją kuchnię i zapasy, po drugie zrobić niewielkie zakupy i starać się poza podaną przeze mnie listę nie wykraczać. Trzecia i najważniejsza sprawa to utrzymywanie stałego poziomu zdrowych, przygotowanych przez siebie półproduktów. Ja tak prowadziłam knajpy i uwierz, że bez takich wynalazków nie dałaby rady żadna restauracja, czy mniejszy lokal gastronomiczny. I nie mam tu na myśli gotowych, kupnych sosów, ale zdrowe dodatki, jak ryż, ziemniaki, makarony i temu podobne artykuły.

Swoją drogą powiem Ci, że nie raz i nie pięć zastanawiałam się, dlaczego nikt dotąd nie wpadł na pomysł upowszechnienia tej wiedzy na masową skalę.

Przecież to czysta oszczędność czasu, pieniędzy i zasobów planety! Jedzenie się nie marnuje, organizm ludzki dostaje zdrową strawę, a czas oszczędzony na gotowaniu można wykorzystać na przyjemności.

Później dotarło do mnie, że wpadło na to wielu, ale sprzedają tą wiedzę innym gastronomom w formie franczyzy.

Taki Mc’ Donald, Pizza Hut, KFC i inne grube ryby za grubą kasę pokazują co i jak robić, przechowywać, podawać i tak dalej. Tworzą procedury, franczyzobiorca płaci za to co miesiąc zobowiązując się do utrzymania standardów. Z resztą w zgodzie z umową jest sprawdzany i rozliczany. Dzięki temu na całym świecie wiesz, że idąc do lokalu któregoś z nich dostaniesz posiłek o zachowanym standardzie. Ile w tym wartości odżywczych to już inna sprawa.

I przyznam Ci się, że i ja chciałam kiedyś spakować swój pomysł na prowadzenie lokalu we franczyzę tym bardziej, że było sporo chętnych na kupno, tych tak zwanych franczyzobiorców. Pomysł rozmył się jednak, utonął w morzu obowiązków, kolejnych ciążach, ale może to dobrze.

Teraz stworzyłam taką franczyzę na użytek domowy i jest nią kurs i każde z wyzwań 🙂

Ja nie pokazuję KOLEJNYCH PRZEPISÓW, których morze zalewa Cię w internecie.

Przeprowadzam za rękę od zaszczepienia w Tobie myśli, że potrafisz, poprzez zakupy, przygotowanie posiłku, po podanie i przechowywanie tak produktów, jak i gotowego posiłku 🙂 Pokazuję Ci, jak niewiele musisz kupować, by przez 365 dni w roku być zawsze gotową do gotowania różnorodnych obiadów. Zdradzam sposoby, które ze mnie uczyniły Królową Kuchni. Nie jestem zachłanna i nie potrzebuję korony na wyłączność 🙂 Podzielę się nią z Tobą.

Może na tym zakończę i po prostu zaproszę Cię do wyzwania DANIA NA WYNOS.

Nie musisz wierzyć mi na słowo, możesz zobaczyć moje proste i błyskawiczne gotowanie i spróbować go ze mną. Ryzykujesz tylko tym, że upichcisz coś pysznego i zadziwisz siebie i rodzinę.

I na koniec zacytuję kolejną gotującą ze mną dziewczynę:

Zrobiłam Twoją potrawę po lajwie i wyszła mi! Mój synek jest w szoku, że mama gotuje. Ja jestem w szoku że on je :-)”

To jak – dołączysz do mnie?

Link znajdziesz w notatkach do tego nagrania i na stronie gastrofilka.pl

Zachęcam Cię też do dołączenia do grupy na facebooku GASTROFILE – SZYBKIE I SMACZNE GOTOWANIE. Tam wszystkie materiały będę udostępniała na bieżąco. Jeśli nie lubisz fejsbuka, lub nie możesz być na żywo, to nic. Ciebie poinformuję mailem o sposobie odebrania dostępu do nagrania z dwóch kamer i prześlę Ci przepisy w formie książeczki do wydruku, a nawet podpowiem gdzie i co kupić.

To jak – dołączysz do mnie?

Dodaj komentarz